W podkrakowskiej miejscowości Koźlica od lat pielęgnowana jest unikalna tradycja kolędnicza. Grupa mężczyzn, nazywanych "pasterzami", corocznie odwiedza domy, niosąc ze sobą dobrą nowinę i odgrywając sceny z tradycyjnej pastorałki. Zwyczaj ten trwa od Bożego Narodzenia aż do święta Matki Boskiej Gromnicznej.
Tradycyjnie w skład grupy wchodzi sześciu mężczyzn przebranych w baranie kożuchy i maski, a siódmy wciela się w rolę anioła, nosząc białą szatę, anielskie skrzydła i złotą gwiazdę na czole. Grupa ta, mimo że nazwana "pasterzami", odgrywa również role innych postaci, zachowując przy tym specyficzny, ludowy charakter widowiska.
Podczas swoich wędrówek kolędnicy dźwigają ze sobą wielką, kolorową szopkę, która zawiera około 25 ruchomych kukiełek. Scenki odgrywane z użyciem tych kukieł są integralną częścią tradycyjnej pastorałki. Dziarskim krokiem przemierzają wioskę, a przed każdym domem jeden z kolędników uderza w duży pasterski dzwonek, podczas gdy pozostali intonują tradycyjne kolędy.

Tradycja kolędnicza w Koźlicy ma głębokie korzenie. Zapis tekstu pastorałki, który jest rozpisany na role, liczy sobie około 200 lat. Piotr Paluch, 68-letni nieformalny opiekun grupy, wspomina, że jako dziecko bał się niektórych postaci kolędniczych, takich jak Diabeł czy Śmierć, ale zawsze fascynowali go pasterze w maskach prezentujący jasełka kukiełkowe.
Sam zaczął kolędować w wieku 17 lat, kiedy w Koźlicy niewiele było innych rozrywek. "Człowiek był zadowolony, kiedy starsi pozwolili chociaż szopkę nosić. Jak dorósł, mógł już nie tylko pośpiewać, ale i wychylić czasem coś rozgrzewającego podczas zimowej wędrówki" - wspomina Paluch. Gospodarze często traktowali wizytę kolędników jako okazję do wspólnego świętowania i stawiania kielicha.
Piotr Paluch przez około 30 lat wcielał się w różne postacie pasterskie. Zaprzestał tego, gdy nauczył się grać na heligonce, instrumencie, z którym od lat nie rozstaje się podczas corocznych kolęd. Gra na heligonce sprawia mu ogromną przyjemność, mimo że instrument ten jest trudny w obsłudze. Jak sam mówi, męczył się z nim długo, zanim nauczył się grać. Heligonka, którą obecnie posiada, ma co najmniej 100 lat i należała wcześniej do jednego z założycieli grupy, Edwarda Micudy.
Grupa "pasterzy z Koźlicy" została założona w 1952 roku przez Jana Miernika, Adolfa Strzeleckiego, Edwarda Micudę, Lucjana Wojtaszka i Józefa Wojtaszka. Niestety, wszyscy oni już nie żyją. Pozostawili po sobie jednak nie tylko tradycję kolędowania, ale także wielką szopkę, która od lat 90. XX wieku znajduje się w Muzeum Etnograficznym w Krakowie. Własnoręcznie wykonane przez nich kukiełki i maski nadal służą kolejnym pokoleniom kolędników.

Współczesna grupa kolędnicza stara się zachować oryginalny tekst i formę przedstawienia, które trwa ponad pół godziny i składa się z dwóch części. Pierwsza część to widowisko z udziałem anioła i pasterzy, podczas którego dochodzi do licznych dialogów i konfliktów, odzwierciedlających ludowe obyczaje i poczucie humoru. Druga część to jasełka kukiełkowe, gdzie jeden z kolędników porusza kukiełkami, odgrywając różne sceny i modulując głosem w zależności od postaci. Występują m.in. król Herod, Śmierć i Diabeł.
Po części artystycznej kolędnicy składają życzenia domownikom i wykonują tzw. "obśpiewki", czyli okolicznościowe pieśni. Piotr Paluch podkreśla, że nie wyobraża sobie zaniku tej tradycji w jego rodzinnej wsi i cieszy się, że młodsze pokolenia, takie jak jego syn Daniel, kontynuują to dziedzictwo.
Kolędowanie w Koźlicy jest postrzegane jako sprawa męska. Kiedyś nawet z tego powodu grupa otrzymała ujemne punkty w konkursie, ponieważ musieli przebrac dziewczynę za anioła, gdyż nie było nikogo w męskim gronie do tej roli. Scenariusz pasterskiego przedstawienia spisany jest w dziewiętnastowiecznej książce pod tytułem "Kantyczki. Kolędy i pastorałki w czasie świąt Bożego Narodzenia po domach śpiewane. Z dodatkiem pieśni przygodnych w ciągu roku używanych", zebranej przez Karola Miarkę. Dzieło to posiada imprimatur ówczesnego biskupa przemyskiego Józefa Sebastiana Pelczara.
Obecna ekipa "pasterzy z Koźlicy" nie narzeka na brak zaproszeń, choć czasami musi odmawiać występów z powodu licznych obowiązków zawodowych członków grupy, z których dwóch jest kucharzami i ma najwięcej pracy na przełomie roku. Od niedawna kolędnicy noszą nowe, baranie kożuchy i czapki, zakupione dzięki wsparciu z projektu EtnoPolska Narodowego Centrum Kultury.
tags: #pastoralka #dla #pastuszka

Znaczenie prezentów – czy naprawdę podarunki są takie ważne?
W obecnych czasach, gdy dostęp do wszystkiego jeszcze nigdy nie był taki prosty, a sklepowe półki uginają się od przeróżnych przedmiotów, ciężko jest znaleźć coś, co nada się na prezent i uszczęśliwi drugą osobę. Wiele rzeczy obdarowany może po prostu kupić sobie sam, tak więc kupowanie komuś dziesiątego krawata, czy nowej patelni, zdaje się powoli tracić sens. Znaczenie podarunków ewoluowało i dzisiaj obdarowany oczekuje raczej rzeczy, która go zaskoczy i będzie absolutnie wyjątkowa. Może niech to będzie coś, na co nigdy by nie wpadł i nie domyśliłby się, że dostanie właśnie to?! Pozytywne zaskoczenie, radość, wdzięczność i wzruszenie, to emocje które idealnie określają to, jaki powinien być prezent idealny, na miarę XXI wieku.
Copyright ©2021 | niebanalne-prezenty.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.