Boże Narodzenie to niezwykły czas, który od dzieciństwa kojarzy się z kolędowaniem. W rodzinie Kliszczaków, mimo wspólnego nazwiska, popularne są różne pastorałki, zależnie od miejscowości zamieszkania.
Dawniej kolędowanie w drugi dzień Świąt rozpoczynało wędrówkę po domach, która była obchodzona bardzo uroczyście. Kolędnikami byli dorośli i młodzież, którzy odgrywali scenki z Narodzenia Pańskiego, urozmaicając je śpiewem pastorałek. W Nowy Rok odwiedzano się wzajemnie, obsypując owsem lub pszenicą i składając życzenia. W okresie Nowego Roku kultywowano również zwyczaj chodzenia po kolędzie Trzech Króli, którzy przebierali się za Mędrców i odwiedzali sąsiednie wioski, bijąc kijami i śpiewając pastorałki. Tego dnia nie wolno było kolędować we własnej wiosce, aby pozostać nierozpoznanym.
Te zwyczaje, choć żywe w czasach młodości rodziców, obecnie powoli wygasają. Dzieci coraz rzadziej się przebierają, a jeszcze rzadziej kolędują, ograniczając się do popularnych ogólnopolskich kolęd. Cieszy jednak, że w niektórych domach wciąż słychać śpiew tradycyjnych pastorałek, takich jak "Tam przy górze przy dolinie" czy "Pójdziemy bracia w drogę z wieczora", a także "W tej kolędzie, co dziś będzie".
Aby pójść po kolędzie, nawet jeśli przebieranie się nie jest już tak popularne, potrzebny jest rekwizyt, na przykład szopka lub gwiazda, a czasem także turonia.

Pastorałki, w przeciwieństwie do pięknych kolęd jak "Cicha noc", charakteryzują się prostotą. Historia Bożego Narodzenia opowiedziana jest z perspektywy prostego człowieka, bez udawania i patosu. Jest w nich przede wszystkim radość z niesienia radosnej nowiny i spotkania z Bożą Dzieciną. Wsłuchując się w ich tekst, nie sposób się nie uśmiechnąć. Wielu mieszkańcom może brakować tej radości, nawet jeśli mają pięknie wysprzątany i udekorowany dom.
Dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak wyglądało dawne śpiewanie i kolędowanie po kliszczacku, zespół Kliszczacy z Tokarni często prezentuje, jak to kiedyś wyglądało. Takie inicjatywy pozwalają młodym ludziom wyobrazić sobie, jak święta spędzali ich rodzice czy dziadkowie.
W polskiej tradycji dopuszcza się śpiewanie kolęd od mszy świętej o północy w Boże Narodzenie (od Pasterki) do Święta Ofiarowania Pańskiego - Matki Boskiej Gromnicznej, które przypada 2 lutego. W Polsce kolędą nazywano niegdyś pieśni noworoczne, towarzyszące obchodom Godnich Świąt, czyli świąt Bożego Narodzenia. Te najstarsze pieśni noworoczne wcale nie były religijne, lecz życzeniowe. Składały się z życzeń powodzenia, szczęścia i urodzaju, prośby o datek oraz podziękowania za dar, czyli "zapo-dary", nazywane również kolędą. Nazwą "kolęda" określano bowiem wszystkie dary noworoczne.
Termin "kolęda" wywodzi się najprawdopodobniej od łacińskiego "calendae" (kalendy), oznaczającego "pierwszy dzień miesiąca". Dawni Słowianie nazywali tak pierwszy dzień roku, pierwotnie utożsamiany z przypadającym na przesilenie zimowe Świętem Godowym, a następnie z dniem Bożego Narodzenia, a także noworoczny upominek. We współczesnych językach słowiańskich znaczenie ewoluowało od określenia Bożego Narodzenia do jego świętowania, śpiewania pieśni z nim związanych i wreszcie do określenia samej pieśni.
Kolęda swe źródła ma w obchodach rzymskich Kalendae styczniowych. Był to szczególny dzień dla Rzymian, ponieważ 1 stycznia, począwszy od 153 roku przed narodzinami Chrystusa, konsulowie rzymscy obejmowali swój urząd. Z czasem, od 46 roku p.n.e., dekretem Juliusza Cezara 1 stycznia został oficjalnie ogłoszony początkiem roku administracyjnego. Z tej okazji w Rzymie odwiedzano się, wręczano sobie wzajem podarki i śpiewano pieśni. Kolęda w swym pierwszym znaczeniu była zatem noworoczną pieśnią powitalną i pochwalną na cześć gospodarzy, przekazującą życzenia szczęścia i pomyślności.
Kolęda w rozumieniu pieśni religijnej związanej z narodzinami Chrystusa wykształciła się później, wraz z rozwojem i umacnianiem się chrześcijaństwa. Początkowo twórcy kolęd czerpali z dwóch Ewangelii: św. Mateusza i św. Łukasza. Z biegiem czasu pieśń coraz częściej sięgała do źródeł pobożności ludowej.
Tradycja kolędowania w Polsce sięga co najmniej XIII wieku. Wtedy pojawiają się pierwsze wzmianki o śpiewaniu pieśni podczas świąt. Za najstarszą kolędę napisaną przez Polaka uważa się utwór "Buccinemus in hac die" ("Dmijmy w trąby w dniu tym świętym"). Jej autorem był Bartłomiej z Jasła, profesor Uniwersytetu Krakowskiego, żyjący na przełomie XIV i XV wieku. Pieśń ta powstała w Krakowie w języku łacińskim. Rękopis tej pieśni znajduje się dziś w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej.
Za pierwszą polskojęzyczną kolędę uznaje się utwór "Zdrow bądź, krolu anjelski". Jej autorem był Jan Szczekna, cysters i spowiednik królowej Jadwigi, pochodzący z Czech. Tekst tej kolędy pochodzi z kazania wygłoszonego na Boże Narodzenie, a melodia została zapisana przez Opactwo Benedyktynek w Staniątkach w XV wieku. Powstała w 1424 roku i jest tłumaczeniem pieśni czeskiej lub łacińskiej. Polska wersja została odnaleziona w XIX wieku przez Aleksandra Brücknera.
Najsłynniejszą kolędą jest "Cicha noc", przetłumaczona na ponad 300 języków i dialektów. Powstała w 1818 roku w małym austriackim miasteczku Oberndorf bei Salzburg. Jej autorami byli wikary Joseph Mohr i organista Franz Xaver Gruber. W wigilijny wieczór 1818 roku młody ksiądz Joseph Mohr został wezwany do nowo narodzonego dziecka w ubogiej rodzinie. Scenerię tę skojarzył z biblijną opowieścią o narodzinach Jezusa w Betlejem. Napisał wiersz o pokoju, ciszy i nadziei. Ponieważ organy w kościele były zepsute, kolęda zabrzmiała po raz pierwszy na dwa głosy z akompaniamentem gitary.

W XIX wieku "Cicha noc" rozbrzmiewała już w rezydencjach europejskich monarchów. W XX wieku, za sprawą misjonarzy, dotarła na inne kontynenty. Choć pierwotnie liczyła sześć lub siedem zwrotek, dziś najczęściej wykonuje się tylko trzy.
Najstarsza zapisana w języku polskim kolęda to "Zdrów bądź, królu anielski" z 1424 r. Inne polskie kolędy, przełożone z kancjałów łacińskich i czeskich, pochodzą z XV i XVI wieku. Z XVIII wieku pochodzą znane powszechnie i śpiewane kolędy "Gdy śliczna panna", "Ach, ubogi żłobie" i "Tryumfy króla niebieskiego". W XIX wieku Franciszek Karpiński napisał tekst do uroczystej kolędy "Bóg się rodzi". W XX wieku powstało wiele pięknych kolęd, między innymi "Mizerna cicha, stajenka licha" Teofila Lenartowicza.
W życiu narodów chrześcijańskich najradośniejszym świętem jest Boże Narodzenie. Melodie nabożne śpiewane w tym okresie należą do najpogodniejszych i najweselszych. Z żadnej melodii nabożnej nie bije tak silnie nuta narodowa, jak z melodii kolędowej. Kolędy mocniej niż wszystko inne łączą wszystkie stany narodu. Melodie kolędowe w większości mają charakter ludowy, ponieważ źródłem narodowej inwencji muzycznej jest melodia ludowa.
Podobnie jak nie znamy twórców pieśni ludowej, tak też prawie nie znamy autorów tekstów i melodii kolędowych. Niewiele też kolęd posiada melodie nieludowe, a więc nienarodowe. Niektóre z nich, mające dawniej tekst łaciński, szybko ulegały wpływom melodyki narodowej, polonizowały się.
Drogę do kolęd otworzyli biblijni pasterze, którzy jako ci z pośród ludu, najwięcej śpiewają i nie znają innej muzyki prócz swojej. Łacińska poezja kościelna ze średniowiecza uderzała w ton bardziej „ludzki”, prosty, popularny, ludowy.
Na przestrzeni kolejnych stuleci kolęda stała się narodową. Francuskie "noëls", rumuńskie "colindy" czy polskie "kolędy" wykazują podobne objawy i genezę, podobnie jak objaw wszelkiego unarodowienia. Radość ludu i całego narodu objawia się w prostszej i naturalniejszej formie w tańcach i melodiach im towarzyszących. Przeważna ilość melodii kolędowych, zwłaszcza staropolskich, posiada cechy narodowej muzyki tanecznej, podkreślając narodowy pierwiastek w pieśniach. Są to w wielu przypadkach po prostu śpiewane tańce, taneczne pieśni, reprezentujące tańce używane przez różne stany narodu.
Widzimy to samo zjawisko w kolędach każdego narodu, ale staropolskie kolędy, zachowane w rękopiśmiennych kantyczkach z XVII i XVIII wieku, są tego doskonałym przykładem. Muzykę Bożego Narodzenia uważano za narodową, toteż nawet melodie kolędowe pochodzenia obcego polonizowano muzycznie, dodając polskie rytmy, zmieniając tok melodii według praw polskiej melodyki, lub wprowadzając motywy z polskich, ludowych pieśni.
W staropolskich kantyczkach zachowało się bogactwo form polskiej melodii kolędowej: dźwięczą rytmy mazura ("Z narodzenia Pana") i oberka ("Dnia jednego o północy"), wesołe i smutne ("Jezus malusieńki" o rytmice kujawiaka), poloneza ("Bóg się rodzi", "W żłobie leży"), a także rytm tańca góralskiego ("zbójnickiego"). Zdarzały się również melodie pieśni o "chmielu" (ludowa pieśń towarzysząca oczepinom), a także rytmika taneczna, np. menuetowa. Niekiedy powstawały melodie będące wynikiem zgody między chorałem a pieśnią ludową, zbliżające się bardziej ku kościelnemu charakterowi. Dominowały jednak kolędy, których ludowy i polski charakter nie pozostawiał nic do życzenia, okazały się najtrwalszymi wobec naporu czasu, czerpiąc z gleby ojczystej.

Nie znamy nazwisk kompozytorów ludowych pieśni ani muzyków, którzy stworzyli kolędowe melodie. Byli to wiejscy i małomiejscy organiści, kantorzy, klechy, bakałarze, wędrowni żacy - osoby, które nie posiadały w społeczeństwie wysokiego statusu. Byli to muzycy znający lud i jego sztukę, która mimo prymitywizmu, z uporem trzymała się swej narodowej gleby. Zbiór wszelkich kolędowych melodii, stworzony przez tych bezimiennych twórców, okazał się trwalszy niż niejeden kunsztownie zbudowany gmach muzyki artystycznej.
Rozpowszechniali swoje i nieswoje melodie po wsiach i miastach, dworkach i klasztorach, za co otrzymywali jałmużnę lub dary. Stąd pochodzi wyrażenie "chodzić po kolędzie". Biedni żacy szkolni naśladowali ich, błąkając się po ulicach miasta w mroźne wieczory. Z takim zarobkowaniem łączono niekiedy okolicznościowe śpiewy, adresowane do tych, którzy mogli nakarmić i obdarować zziębniętą i głodną brać szkolną. Takie aluzje do kieszeni spotykamy także w staropolskich tekstach kolędowych.
Niekiedy chodzono po domach, odgrywając dialogi, których treść odnosiła się do Bożego Narodzenia, w szczególności zaś do hołdu pasterzy w stajence betlejemskiej. Występowały postacie różne, ale nie brakowało nigdy postaci z ludu wiejskiego. Takie na pół dramatyczne dialogi i całe utwory nazywano pastorałkami. Pastorałka to udramatyzowana kolęda.
Aniołowie budzą pasterzy, którzy z darami śpieszą do stajenki, a składając dary i hołd śpiewają i grają Dzieciątku Jezus na chwałę, kończąc słowami: "Gloria in excelsis Deo - chwała Panu na wysokościach". Nie brak przy tej sposobności wesołych epizodów, niepozbawionych nawet trywialności, ale też i "tej serdecznej nuty", jaką tętni muzyka pastorałkowa.
Każda prawie ziemia polska ma swoją "pastorałkę", swoją "szopkę", jak się zwykło mawiać. W mniemaniu prostego staropolskiego ludu Chrystus przyszedł na świat nie w Judei, lecz "gdzieś w Polsce", której królową zawsze była Najświętsza Panienka.
Wielcy i mali twórcy polscy już od XVI wieku pisali utwory, w których znajdowały zastosowanie melodie kolędowe. Widzimy to w ich mszach, motetach, kantatach na święta Bożego Narodzenia przeznaczonych, a stworzonych przez naszych największych mistrzów muzycznych. Wielu polskich żyjących kompozytorów opracowuje kolędy w miarę swego talentu i swej sztuki, idąc w ślady swych wielkich poprzedników.
Współczesne kolędy, wykorzystywane w nabożeństwach religijnych, należy odróżnić od utworów o tematyce związanej nie z narodzeniem Jezusa, lecz z okresem potocznie związanym ze świętami Bożego Narodzenia, jak np. polska piosenka "Dzień jeden w roku", niemiecka "O Tannenbaum" czy angielskie "Jingle Bells" i "White Christmas".
Według tradycji chrześcijańskiej autorem pierwszej kolędy był św. Franciszek z Asyżu i była ona śpiewana w zorganizowanej przez niego szopce. Najstarsza polska kolęda to "Zdrow bądź, krolu anjelski" z 1424 roku.
Niemcy, zarówno katolickie, jak i protestanckie, posiadają długą i bogatą tradycję kolędowania. Reformacja wpłynęła tam pozytywnie na rozwój kolęd. W Anglii liczba komponowanych kolęd spadła po rozpoczęciu reformacji, ale metodyzm w XVIII wieku odwrócił tę tendencję.
Teksty kolęd angielskich z XVI wieku wykorzystał w 1942 roku angielski kompozytor Benjamin Britten do stworzenia swojego dzieła "A Ceremony of Carols".
Dnia jednego o północy, gdy zasnął w wielkiej/ciężkiej niemocy,
Nie wiem, czy na jawie, czy mi się śniło,
Że wedle mej budy słońce świeciło.
Sam się czemprędzej porwał
I na drugich zawołałem,
Na Kubę, na Maćka i na Kaźmierza,
By wstali czemprędzej mówić pacierza.
Nie zaraz się podźwignęli,
Bo byli twardo zasnęli,
Alem ich po trochu wziął za czuprynę,
By wstali przywitać Boga dziecinę.
Kaźmierz bowiem wszystko słyszał,
Bo na słomie w budzie dyszał.
Ale nam od strachu nie chciał powiedzieć,
Na Maćka skazował, ten musi wiedzieć.
Nu Macieju, ty nam powiesz,
Ponieważ ty sam wszystko wiesz.
Widziałem, widziałem dziwne widzenie,
Słyszałem, słyszałem Anielskie pienie,
Bo mi sam Anioł powiedział,
Gdym na słomie w budzie siedział:
Nie bój się, nie bój się Maćku pastuszku,
I jać to, i jać to jest boski służka,
Zwiastujęć wesołe lata,
Że się wam Zbawiciel świata
W Betleem narodził, tak sławnem mieście,
Więc jego czemprędzej przywitać bieżcie.
Niech weźmie Stasiek fujarę,
A Szymek gołąbków parę,
A Maciek będzie stał u drzwi z obuchem,
Bo się tam nie zmieści z swym wielkim brzuchem.
Porwawszy się biegli drogą,
Gdzie widzieli jasność srogą,
W Betleem miasteczku, gdzie dziecię było,
Które się dla wszystkich z nieba zjawiło.
Wbiegliśmy zaraz do szopy,
Uściskaliśmy Mu stopy,
Jam dobył fujary, a Kuba rogu,
Graliśmy wesoło na chwałę Bogu.
Stach do brony wiązał strony,
Sobek skakał jak sparzony,
A Maciek musiał stać u drzwi z obuchem,
Bo się tam nie zmieścił z swym wielkim brzuchem.
Jacek chudy zagrał w dudy,
A my w taniec koło budy:
A ty też Michale zagraj na flecie,
A za to kolędę dobrą weźmiecie.
Szymek w taniec stroił minę,
Wymuskał sobie czuprynę:
Bo mu się zagrzała w chacie czupryna,
Wyciągnął do kropli pięć garcy wina.
Na niczem nam nie zbywało,
Z szopy się nam iść nie chciało;
Aleśmy ustąpić wprędce musieli,
Gdyśmy trzech Monarchów jadąc ujrzeli.
Pójdźmyż i my tam ostatni,
Czeka nas tam bal dostatni:
Pastuszków ochota, królewskie dary,
Które z rąk Jezusa będziemy brali.
tags: #koleda #dnia #jednego #o #polnocy

Znaczenie prezentów – czy naprawdę podarunki są takie ważne?
W obecnych czasach, gdy dostęp do wszystkiego jeszcze nigdy nie był taki prosty, a sklepowe półki uginają się od przeróżnych przedmiotów, ciężko jest znaleźć coś, co nada się na prezent i uszczęśliwi drugą osobę. Wiele rzeczy obdarowany może po prostu kupić sobie sam, tak więc kupowanie komuś dziesiątego krawata, czy nowej patelni, zdaje się powoli tracić sens. Znaczenie podarunków ewoluowało i dzisiaj obdarowany oczekuje raczej rzeczy, która go zaskoczy i będzie absolutnie wyjątkowa. Może niech to będzie coś, na co nigdy by nie wpadł i nie domyśliłby się, że dostanie właśnie to?! Pozytywne zaskoczenie, radość, wdzięczność i wzruszenie, to emocje które idealnie określają to, jaki powinien być prezent idealny, na miarę XXI wieku.
Copyright ©2021 | niebanalne-prezenty.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.