Niezwykłe Tajemnice Życia Codziennego i Zaręczyn w Średniowieczu, Które Cię Zaskoczą! - Niebanalne Prezenty

Życie codzienne i zaręczyny w średniowieczu: Perspektywa historyczna

Popkultura często utrwala wyobrażenie o średniowiecznych ślubach jako związkach z olbrzymimi różnicami wieku, gdzie obok starszego pana staje dwunastoletnia dziewczyna. Choć przykłady małżeństw dynastycznych z dużą dysproporcją wieku można mnożyć, zwłaszcza w czasach nowożytnych, to stawianie na ślubnym kobiercu kilkunastoletnich dziewcząt i mężczyzn zmagających się z pierwszymi oznakami starczej słabości zdarzało się rzadko. Słynna polska królowa Bona Sforza, choć w chwili ślubu była dorosła, wyszła za dwa razy starszego od siebie mężczyznę.

W dyskusji o wieku zawierania małżeństw w średniowieczu, biskupi zebrani na synodzie w mieście Fréjus za czasów Karola Wielkiego stwierdzili, że pan i panna młoda „nie powinni być w różnym, lecz w takim samym wieku”. Pasterze frankijskiego kościoła przestrzegali nie tylko przed związkami, w których narzeczona jest nastolatką, ale także przed niebezpiecznymi przypadkami, gdy dojrzała kobieta wychodzi za chłopca, co naraża ją na seksualne awanse ze strony szwagrów bądź teścia. Opowiadała się za tym również Doda, tajemnicza frankijska arystokratka i autorka jednego z pierwszych średniowiecznych podręczników dobrych manier. Na kartach Liber Manualis, przygotowanej jako prezent dla jednego z jej synów, wyjaśniała, że ślub powinien następować dopiero w „idealnym czasie”.

Można by oczywiście próbować podważyć te dane, argumentując, że obyczaje mieszkańców wiosek czy miasteczek niewiele miały wspólnego z rytuałami elit. Jednak w tym przypadku brakuje podstaw do takiej krytyki. Wprawdzie Kościół nie miał nic przeciwko wydawaniu za mąż choćby dwunastoletnich dziewcząt, ale z przyzwolenia tego rzadko korzystano, nawet na szczytach władzy.

Wiek narzeczonych w praktyce

W odniesieniu do pierwszych Piastów trudno o szczegóły dotyczące wieku zawierania małżeństw, ponieważ nie znamy ani dziennych, ani rocznych dat narodzin żadnej z ich żon. To samo tyczy się na przykład rządzących nad Wełtawą Przemyślidów, rodziny, z której wywodziła się pierwsza historyczna księżna. O Ludolfingach wiadomo bez porównania więcej, co ułatwia określenie wieku panny młodej.

Jedynym przypadkiem ślubu z naprawdę młodą partnerką mógłby być co najwyżej związek Ottona II i innej bizantyjskiej księżniczki, Teofano. Data urodzenia tej ostatniej nie jest znana. Z jednych źródeł wynika, że miała poniżej piętnastu lat; według innych - była siedemnastolatką. Jeśli tak rzecz wyglądała w centrum łacińskiej cywilizacji, to trudno podejrzewać, by zupełnie inaczej do polityki małżeńskiej podchodzili władcy państw Europy Środkowej. Obyczaj wczesnych ślubów wszedł do „mainstreamu” znacznie później.

Prawo kanoniczne zaznaczało, że panna młoda musiała mieć przynajmniej dwanaście lat, a pan młody czternaście. Pokrewieństwo stanowiło swego rodzaju temat tabu; narzeczeni nie mogli być ze sobą spokrewnieni do czwartego stopnia (do czasów postanowień Czartego Soboru Laterańskiego z 1215 roku obowiązywała zasada do siódmego stopnia). Małżeństwa były możliwe zarówno między ludźmi wolnymi, chłopami pańszczyźnianymi, jak i niewolnikami; pomiędzy katolikami i heretykami oraz katolikami i ludźmi ekskomunikowanymi. Nie mogli ich jednak zawierać chrześcijanie z poganami, jako że ci ostatni nigdy nie byli ochrzczeni. Do Czwartego Soboru Laterańskiego zabronione było zawieranie związku pomiędzy cudzołożnikiem (który mógł już wziąć ślub) a osobą, z którą cudzołożył; podobnie rzecz się miała w sytuacji porywacza i osoby, którą następnie uwolnił.

Rozwód, a dokładnie rzecz biorąc unieważnienie małżeństwa, stanowił niezwykłą rzadkość. Tego typu sytuacja była dozwolona jedynie wtedy, gdy związek łamał jedną z trzech głównych zasad Kościoła na temat małżeństwa: dotyczącą wieku, zgody lub pokrewieństwa. Zawiłości związane z koligacjami rodzinnymi stanowiły jednak czasem wygodną furtkę dla potężnych i bogatych średniowiecznego świata, umożliwiającą unieważnienie związku, ale nawet im nie było łatwo wyjść obronną ręką, jeśli zostali przyłapani na składaniu fałszywych zeznań.

Ilustracja średniowiecznego ślubu z miniatury rękopisu

Zaręczyny i ceremonia ślubna

Małżeństwa, przynajmniej te zawierane między członkami zamożnych warstw społeczeństwa, miały podstawę zarówno prawną, jak i religijną: kontrakt małżeński spisywano u notariusza, wskazując w nim wyraźnie wysokość posagu. Syn i córka bogatych mieszczan zaczynali wspólne życie, posiadając na przykład dom, ze dwa niewielkie gospodarstwa, gotówkę oraz wpływy z wynajmu nieruchomości w mieście.

Po sporządzeniu umowy odbywały się oficjalne zaręczyny - w średniowieczu była to uroczystość o charakterze religijnym, dorównująca rangą zaślubinom. Podobieństwo przysiąg zaręczynowych do ślubnych wręcz powodowało zaskakujące problemy, prowadzące do wielu pozwów w sądach kościelnych. Sam Kościół kładł wyraźny nacisk na potrzebę rozróżnienia „słów przyszłości” wypowiadanych podczas zaręczyn od „słów teraźniejszych” wymawianych podczas ceremonii zawierania małżeństwa. Tak czy owak, podczas zaręczyn duchowny pytał przyszłego pana młodego: „Czy przyrzekasz, że pojmiesz tę kobietę za żonę, jeśli tylko Kościół Święty wyda zgodę?”. W podobny sposób ksiądz zwracał się także do narzeczonej, a następnie młodzi wymieniali się obrączkami i ogłaszano zapowiedzi (w trzy kolejne niedziele).

W dniu ślubu pannę młodą pomagały ubrać jej matka, siostry i niektóre z przyjaciółek. Na tę okazję nie obowiązywał żaden konkretny rodzaj sukni: dziewczyna po prostu wkładała to, co miała najlepszego. W skład stroju wchodziły zatem: najwyższej jakości płócienna damska koszula, najlepsza jedwabna tunika obszyta futrem i wyszywana złotą nicią, na to ewentualnie aksamitna opończa, a także płaszcz oblamowany złotą koronką. Również pan młody przywdziewał na tę okazję odświętne ubranie.

Gdy narzeczeni jechali do kościoła, poprzedzała ich mała grupka żonglerów grających na flecie, wioli, harfie i dudach. Obok młodych podróżowali ich rodzice oraz krewni, jak również inni zaproszeni goście. Wzdłuż całej drogi gromadzili się gapie, chcący sobie popatrzeć.

Duchowny przepytywał narzeczonych: Czy są pełnoletni? Czy przysięgają, że nie ma pomiędzy nimi niedozwolonego stopnia pokrewieństwa? Czy ich rodzice wyrażają zgodę na to małżeństwo? Czy wygłoszono zapowiedzi? I wreszcie - czy sami młodzi wchodzą w związek z własnej, nieprzymuszonej woli? Po tym wszystkim następowała krótka homilia. Typowym przykładem może być tu kazanie wygłoszone przez Henriego z Provins, który skupił się na religijnym wychowaniu potomstwa, zgodzie w domu i wzajemnej wierności małżonków.

W dalszej części ceremonii ksiądz błogosławił obrączkę: pan młody brał ją i nakładał po kolei na każdy z trzech głównych palców lewej dłoni swej wybranki, mówiąc przy tym: „W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Potem następowało rozdanie jałmużny biednym, którzy zgromadzili się przed portykiem - zadaniem tym zajmowali się oczywiście młodzi - a następnie wszyscy weselnicy wchodzili do kościoła.

Istnieje przekaz z pierwszej połowy trzynastego wieku, z którego dowiadujemy się, że akurat w tym momencie ceremonii, podczas zaślubin w Dijon, pewien lichwiarz stał się ofiarą na własnym ślubie. Jedna z rzeźb nad wejściem do portyku - konkretnie kamienna figura lichwiarza ze sceny Sądu Ostatecznego - spadła i trafiła nieszczęśnika śmiertelnym ciosem prosto w głowę. Sam lichwiarz zginął od uderzenia sakiewką.

Wracając do analizy przebiegu zaślubin, warto podkreślić, że młodzi oficjalnie uznawani byli za męża i żonę po wzajemnym wymienieniu przysiąg. Po mszy ślubnej pan młody otrzymywał znak (pocałunek) pokoju i przekazywał go swej małżonce.

Jak Wyglądało Średniowieczne Wesele?

Wesele i jego obyczaje

Wesele w domu bogatego mieszczanina wyprawiano z olbrzymim rozmachem: wino lało się beczkami; podawano gicze wołowe, baranie, cielęce i z dziczyzny; na stół wnoszono kapłony, mięso młodych kaczek, kurczaki, króliki; raczono się waflami, przyprawami, słodyczami, pomarańczami, jabłkami, serem, jajami, mogła się też pojawić głowa dzika albo łabędź razem z piórami.

Każdemu kolejnemu daniu towarzyszyły przygrywki muzykantów, a wraz z pojawieniem się na stole doprawionego wina, wafli i owoców rozpoczynało się przedstawienie. Najpierw podziwiano przerzuty, fikołki i inne popisy akrobatyczne. W programie najprawdopodobniej mogło znaleźć się także imitowanie ptasich treli, sztuczki zręcznościowe czy żonglowanie.

Pewnego rodzaju urozmaiceniem były występy śpiewaków akompaniujących sobie na dwóch instrumentach wprowadzonych do użytku w średniowieczu: szarpanej sześciostrunowej lutni w kształcie gruszki oraz pięciostrunowej wioli będącej pierwszym instrumentem smyczkowym. Oba strojono kwartami i kwintami, a akompaniament wybrzmiewał albo zgodnie z melodią, albo w odstępie oktawy lub kwinty. Po skończonych występach usuwano stoły, a goście łapali się za ręce, by tańczyć i śpiewać radosne pieśni przy akompaniamencie lutni i wioli, być może także do wtóru bębenka i fletu - zestawu składającego się z małej dwuotworowej piszczałki, na której grało się lewą ręką, i bębenka obsługiwanego prawą.

Stoły rozstawiano ponownie, gdy nadchodziła kolacja i na weselu pojawiała się kolejna porcja jedzenia, wina i muzyki. Z kolei w porze nieszporów raz jeszcze zjawiał się ksiądz i wszyscy weselnicy udawali się z parą młodą do jej domu. Duchowny błogosławił nowe palenisko, komnatę sypialną oraz małżeńskie łoże, a na koniec nowożeńców. Zabawa zazwyczaj kończyła się nad ranem, ale naprawdę duże wesela mogły trwać nawet kilka dni. Jedno z nich, opisane w romansie Powieść o Flamence, ciągnęło się „kilka tygodni”.

W przypadku bardzo wystawnych uroczystości ulice dekorowano ozdobnymi tkaninami, kadzidła płonęły na wszystkich placach miasta. Na prezenty dla gości weselnych przygotowywano „pięćset kompletów szat z purpury dekorowanych złotymi listkami, tysiąc włóczni, tysiąc tarcz i mieczy, tysiąc kolczug i rumaków bojowych”. Sam orszak weselny był „długi na kilka lig”. „Dwustu muzykantów” przygrywało, podczas gdy goście tańczyli, a bajarze opowiadali historie o postaciach z mitów i legend.

Rola kobiet w średniowieczu i ich prawa

W połowie XIX wieku ukuty został slogan, określający średniowiecze jako wieki ciemne. Błędne wyobrażenie na temat tego okresu pokutowało przez długi czas. I choć dziś już wiemy, że wieki średnie nie były takie ciemne, jakimi je przedstawiano, to wiele stereotypów, które zapoczątkowano wówczas i wcześniej, powtarza się do dziś. Jeden z nich przedstawia niekorzystny wizerunek kobiet: niewykształcone, brudne, słabe, a nawet ułomne - to zaskakujące, ale taki obraz średniowiecznej kobiety nierzadko malowany jest nawet dziś. Należy jednak podkreślić, że ma on niewiele wspólnego z prawdą.

Średniowieczne kobiety nie były analfabetkami, choć to zjawisko nie było rzadkością w wiekach średnich, nawet w środowiskach królewskich. Dbały o higienę - znacznie większe zaniedbania w tym obszarze należy przypisać kolejnej epoce, czyli renesansowi. Miały osiągnięcia na polu naukowym, mimo że czas po upadku cesarstwa zachodniorzymskiego nie był najbardziej płodnym okresem w kwestii odkryć naukowych, a dostęp do edukacji był dla kobiet mocno ograniczony. Mimo że spisywana przez mężczyzn historia przez długi czas starała się marginalizować ich rolę w tej epoce, to średniowieczna codzienność wyglądała nieco inaczej.

Jaką rolę pełniły kobiety w średniowieczu? Dokładnie taką samą, jak we wszystkich innych epokach. Były matkami, żonami, wdowami, bez wątpienia także kochankami. Wśród nich były proste chłopki, ale także osoby oddane nauce, które starały się poprawić byt innych kobiet. Istniały także władczynie, a niektóre osiągały wysoką pozycję poprzez intrygi, które mogły knuć dzięki wrodzonemu wdziękowi i inteligencji. W skrócie, średniowieczna rola kobiet w społeczeństwie nie odbiegała od tej, jaką pełniły ich antyczne poprzedniczki i renesansowe następczynie.

Dlaczego więc spisywana przed wiekami historia starała się przedstawiać średniowieczną kobietę w złym świetle? Odpowiedź jest prosta: patriarchalne społeczeństwo obawiało się kobiet. W wiekach średnich, obyczajowość była dyktowana przez Kościół katolicki, co w dużej mierze decydowało o tym, jak postrzegano kobietę we średniowieczu. Już Stary Testament przedstawia kobietę jako istotę gorszą - kusicielkę, która wywiodła ludzi z raju. Średniowieczni duchowni wywierali silny wpływ na każdą dziedzinę, także na filozofię. Nawet świeccy filozofowie średniowiecza musieli łączyć swoją dziedzinę z teologią. Można więc założyć, że to samo dotyczyło kronikarzy. Paradoksalnie, niezliczone stereotypy na temat średniowiecznych kobiet wskazują na ich silniejszą pozycję w społeczeństwie, niż było to przedstawiane. W przeciwnym wypadku, nie byłoby potrzeby ich oczerniania.

Życie codzienne kobiet

Powszechnie panuje pogląd, według którego kobiety w średniowieczu wychodziły za mąż w młodym wieku. To prawda, ale tylko częściowo. W początkowej fazie wieków średnich, małżeństwa najprawdopodobniej były zawierane w dość późnym wieku. Mogło to wynikać z tradycji germańskich plemion lub było dyktowane wielkością wczesnośredniowiecznych osad - ograniczona przestrzeń wymuszała ograniczenie przyrostu ludności.

W środkowym i późnym średniowieczu wzorce małżeńskie uległy wyraźnej zmianie. Prawo kanoniczne dopuszczało zaręczyny, gdy kobieta (choć właściwym określeniem jest w tym przypadku słowo dziewczynka) skończyła siedem lat. Gdy skończyła 12. rok życia, mogła zawierać małżeństwo. Zdarzały się też wyjątki od tej reguły, zwłaszcza gdy małżeństwo mogło przyczynić się wyższym celom. Należy jednak podkreślić, że takie praktyki były typowe właściwie tylko dla wyższych warstw społecznych. Wynikało to z faktu, że największe korzyści z aranżowanego małżeństwa (co było średniowieczną normą) osiągały właśnie wysokie rody.

Przed zamążpójściem kobiety uczyły się prac domowych, a te z biedniejszych rodów pracowały u obcych rodzin, by zarobić na swój posag. Po zawarciu związku małżeńskiego, ich głównym zajęciem było wychowywanie dzieci. Matki pochodzące z wyższych sfer miały do pomocy służące i mamki, które zajmowały się kąpaniem, przewijaniem i karmieniem niemowląt. Kobiety niższych stanów społecznych zajmowały się tym wszystkim same.

Macierzyństwo było głównym zajęciem kobiety w średniowieczu, ale nie jedynym. Na wsi kobiety musiały doglądać całej zagrody, a pod nieobecność męża (np. gdy ten wyruszył na wojnę) przejmowały także jego obowiązki. Należy więc przyjąć, że musiały posiadać wszechstronne umiejętności, tym bardziej, że wiejska architektura średniowiecza nie należała do solidnych, więc mniejsze i większe naprawy w domostwie były czymś normalnym.

Model 3D średniowiecznej kobiety, stworzony na podstawie odnalezionych szczątków

Ubiór kobiet

Ubiór średniowiecznej kobiety ewoluował na przestrzeni poszczególnych okresów tej epoki. W najwcześniejszej fazie wieków średnich, kobiety i mężczyźni nosili niemal identyczne stroje. Najistotniejszą różnicą była ich długość - męskie ubrania były krótsze.

Do XIV wieku podstawowym strojem kobiecym była długa tunika (która w XV stuleciu zyskała kołnierz), na którą zakładano zapaski tworzące spódnicę. Zaskakujące jest to, że odzież kobiet z wyższych sfer był podobny do tego, jaki nosiły panie stojące niżej w społecznej hierarchii. Oczywiście różnił się materiałem, kolorem i zdobieniami, ale ogólny zamysł był taki sam. Odzienie składało się z dwóch warstw tunik: spodniej i wierzchniej. Te przeznaczone dla kobiet z wysokich rodów były szyte z jedwabiu, aksamitu i innych luksusowych tkanin. Chłopki i mieszczanki nosiły ubrania wykonane ze znacznie gorszych materiałów, więc do naszych czasów nie zachowało się ich zbyt wiele.

W XV wieku popularność zyskała houppelande, czyli rodzaj obszernej na dole sukni z rozkloszowanymi rękawami. Talia takiego stroju była podniesiona pod biust. Warto wspomnieć, że w średniowieczu nie używano guzików. Żeby dopasować strój do ciała, stosowano boczne sznurowanie, a wąskie rękawy trzeba było rozpruwać po każdym użyciu i ponownie zszywać przy kolejnym.

Higiena

Odnosząc się do stereotypowej opinii o średniowieczu jako o „brudnej epoce”, trzeba wspomnieć, że kobiety wieków średnich kąpały się przynajmniej raz w tygodniu. Przynajmniej, czyli zazwyczaj częściej. Należy podkreślić, że nie wszystkie kobiety przestrzegały dobrych praktyk higienicznych. Wynikało to z faktu, że sam Kościół nie zachęcał do kąpieli, jako że chrzest oczyszczał na całe życie, jak głosił św. Hieronim. Hołdowała temu choćby św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Trzeba jednak podkreślić, że unikanie kąpieli nie było regułą i miało raczej wymiar ascetyczny. Już najstarsze przekazy zawierają wzmianki o łaźniach, z których mogli korzystać niemal wszyscy. Należy zaznaczyć, że łaźnie towarzyszyły społeczeństwu przez cały okres średniowiecza. Początkowo do mycia używano ługu, później - mydła.

Dbano nie tylko o czystość ciała, ale także jamy ustnej. Trotula z Salerno zalecała kobietom płukanie ust winem z dodatkiem soli i czyszczenie zębów łupinami orzechów. Erazm z Rotterdamu zalecał używanie piórka lub kości drobiowej. Bogate damy mogły też korzystać z perfum. Wytwarzano je wówczas z olejków kwiatowych, przypraw i ziół.

Zawody kobiet

Jednym z tradycyjnych kobiecych rzemiosł było przędzenie. Używano do tego kądzieli i wrzeciona, a pod koniec epoki - kołowrotka. Trudniły się też położnictwem, opieką nad dziećmi, a pod koniec średniowiecza upowszechnił się zawód akuszerki.

W rodzinach chłopskich, kobiety trudniły się hodowlą zwierząt, wypiekiem chleba i wyrobem produktów mleczarskich. Nierzadko warzyły też piwo.

Ilustracja przedstawiająca średniowieczne kobiety przy pracy: przędzenie i warzenie piwa

Naukowe i polityczne osiągnięcia kobiet

W wiekach średnich kobiety miały ograniczony dostęp do nauki, zwłaszcza w obszarze edukacji uniwersyteckiej. Na taki przywilej mogły liczyć niemal wyłącznie szlachetnie urodzone damy. Pierwszym uniwersytetem, który umożliwił kobietom studiowanie, był Uniwersytet Boloński. W XV wieku Dorotea Bucca prowadziła tam katedrę medycyny.

Jeszcze wcześniej, bo w XII stuleciu, medycyny nauczała włoska lekarka Tortula di Ruggiero (w szkole medycznej w Salerno). To właśnie jej przypisuje się autorstwo ważnych tekstów z zakresu ginekologii i położnictwa. Większość kobiet kształciła się w klasztorach. Mogły też prowadzić tam badania naukowe, czego efektem są choćby dzieła Hildegardy z Bingen z zakresu medycyny i botaniki.

We wczesnym średniowieczu władza była typowo męskim atrybutem. Jako jedna pierwszych schemat ten przełamała cesarzowa Irena, pierwsza kobieta samodzielnie rządząca Bizancjum. Od 902 r. brytyjską Mercją władała Ethelfleda. Była córką Alfreda Wielkiego, władcy Wesseksu, który jako pierwszy zjednoczył Anglię.

W pełnym średniowieczu rola kobiet w polityce wzrosła. Wystarczy powiedzieć, że Eleonora Akwitańska była jedną z najbardziej wpływowych władczyń w średniowiecznej Europie. Taki stan utrzymywał się aż do końca epoki. Kobiety zyskiwały duże wpływy i realnie wpływały na geopolityczną mapę starego kontynentu, czego przykładem może być choćby małżeństwo Izabeli I Kastylijskiej z Ferdynandem II Aragońskim, które doprowadziło do powstania Królestwa Hiszpanii.

Średniowieczne władczynie nie zawsze sprawowały rządy w sposób bezpośredni. Do realizacji swoich celów często używały swoich wdzięków. Taką strategię obierała choćby księżna Emnilda. Żona Bolesława Chrobrego potrafiła używać miłosnych sztuczek do wywierania wpływu na polityczne decyzje męża.

Portret Eleonory Akwitańskiej, jednej z najpotężniejszych kobiet średniowiecznej Europy

Kobiety w religii

Średniowieczny Kościół nie dopuszczał, by kobiety pełniły funkcje kapłańskie (co zresztą nie zmieniło się do dziś). Życie religijne mogły pogłębiać w klasztorach. Najwyższą funkcją, jaką w zakonie mogła pełnić kobieta, była rola opatki. Niżej w hierarchii stała przeorysza, która pomagała jej w zarządzaniu klasztorem. Życie zakonne było dostępne wyłącznie dla pobożnych kobiet, które nie polemizowały z naukami Kościoła.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, tortury na kobietach w średniowieczu i skazywanie ich na śmierć nie były zjawiskiem powszechnym. Tzw. polowania na czarownice zostały zapoczątkowane dopiero pod koniec tej epoki, a ich apogeum nastąpiło po 1560 roku.

Wśród kobiet, które miały istotny wpływ na rozwój myśli chrześcijańskiej i dyskusję teologiczną, można wymienić św. Katarzynę ze Sieny. W 1970 roku papież Paweł VI przyznał jej tytuł doktora Kościoła.

Dzieciństwo i jego wyzwania

Jeśli w średniowieczu kobieta urodziła niechciane dziecko, miała niewiele opcji. Mogła wychować je z piętnem hańby, porzucić, licząc, że ktoś je znajdzie i przygarnie, zanim padnie ofiarą dzikich zwierząt, lub zostawić na progu kościoła. Ta ostatnia alternatywa była najbardziej humanitarna, o ile ktoś odkrył obecność malucha przed jego śmiercią z głodu bądź wyziębienia. Nawet jednak jeśli noworodek umarł, technicznie nie traktowano tego jako morderstwa. W końcu w chwili porzucenia dziecko żyło i mogło zostać ocalone.

W myśl średniowiecznych reguł obyczajowych, w dużej mierze dyktowanych przez Kościół, seks miał służyć prokreacji. Było jednak drobne „ale”… Otóż zbliżenia mogły odbywać się tylko w ściśle określone (według kalendarza liturgicznego) dni i wyłącznie w małżeńskim łożu. Stosunki pozamałżeńskie - oraz ich owoce - uznawano za grzeszne. Konsekwencje tego sięgały znacznie dalej, niż wykluczenie z życia religijnego. Nieślubna ciąża była nieszczęściem. Takie dziecko nie mogło po osiągnięciu pełnoletności dostać spadku należnego potomstwu z legalnego małżeństwa. Nie dziedziczyło. Nie mogło liczyć na posag, majątek, tytuły. Nie miało żadnych praw, jakby w ogóle go nie było, i dlatego panna prowadząca życie seksualne poza małżeństwem była stawiana poza marginesem społeczeństwa. Nie tyle z powodu samej swobody seksualnej, chociaż i to było coś okropnego, ale i lekkomyślności oraz niedbania o stosowne gwarancje prawne ewentualnego dziecka.

Najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji było małżeństwo (niekoniecznie ze sprawcą kłopotu), które zmazałoby hańbę i zalegalizowało ciążę. Ale w wielu przypadkach pośpieszny ślub nie wchodził w grę. Pół biedy, jeśli w razie „wpadki” ojciec dziecka poczuwał się do odpowiedzialności i wspierał matkę oraz swego bękarta finansowo bądź zapewniał im dach nad głową. Nie zawsze jednak tak było.

Trzeba jednak pamiętać, jakkolwiek brutalnie wyraził to francuski historyk Philippe Ariès, że „w średniowiecznym społeczeństwie nie istniało dzieciństwo”, ponieważ wysoka śmiertelność wśród noworodków i niemowląt utrudniała tworzenie się więzi rodzicielskich. Nie oznacza to naturalnie, że dzieci masowo zaniedbywano i porzucano (choć w świetle dzisiejszej wiedzy o rozwoju człowieka niektóre ze średniowiecznych praktyk pielęgnacyjnych i wychowawczych budzą uzasadnione wątpliwości). Choć i takie przypadki się zdarzały.

Humanitarną alternatywą dla zabicia niechcianego malucha było pozostawienie go w Kościele. Już we wczesnym średniowieczu funkcjonowała praktyka oblacji, czyli oddania dziecka do klasztoru w celu wychowania go na przyszłego zakonnika. Z czasem oblację zaczęto krytykować i stopniowo się z niej wycofywano. Matki jednak nadal porzucały swoje niechciane dzieci na progach kościołów i klasztorów.

Pierwsze systemowe rozwiązanie problemu porzucanych dzieci powstało we Włoszech. W latach dwudziestych XV wieku we Florencji otwarła podwoje pierwsza na świecie ochronka dla podrzutków, sławny Szpital Niewiniątek (Ospedale degli innocenti), którego rewolucyjny pod względem architektonicznym projekt autorstwa Brunelleschiego jest uważany za początek architektury renesansowej. W ścianie budynku umieszczono nawet specjalne okienko, w którym można było pozostawić dziecko - był to zatem średniowieczny odpowiednik dzisiejszych okien życia. Co nie zmienia faktu, że tego typu miejsc dla niechcianych lub osieroconych maluchów dramatycznie brakowało.

Fotografia Szpitala Niewiniątek we Florencji, pierwszego na świecie domu dla podrzutków

tags: #zycie #codzienne #w #sredniowieczu #zareczyny #dzieci

Popularne posty: