10 Polskich Zwyczajów, Które Totalnie Zaskoczą Każdego Obcokrajowca! - Niebanalne Prezenty

Polskie zwyczaje, które mogą zaskoczyć obcokrajowców

W kulturze każdej społeczności istnieją unikalne zwyczaje, które kształtują jej tożsamość na przestrzeni wieków. Zrozumienie tych różnic może pomóc w budowaniu mostów pomiędzy narodami. Polska, kraj o bogatej historii i różnorodnych tradycjach, nie jest wyjątkiem. Często dla obcokrajowców polskie zwyczaje bywają źródłem zdziwienia, a czasem i podziwu.

Ilustracja przedstawiająca różne symbole polskiej gościnności, np. chleb i sól

Tradycje związane z gościnnością i powitaniem

Na początku warto wspomnieć o jednym z najbardziej charakterystycznych polskich zwyczajów związanych z przyjmowaniem gości. Jest to powitanie chlebem i solą - symbolami dobrobytu i gościnności. Goście są witani tym starodawnym gestem podczas ważnych uroczystości, takich jak wesela czy wizyty dyplomatyczne.

W społeczeństwie, gdzie formalne powitania mogą przybierać różne formy, Polacy utrzymują tradycję męskiego uścisku dłoni, jako gestu honoru i szacunku.

W Polsce proponowanie gościom butów na zmianę jest czymś naturalnym. Niemal w każdym polskim domu jest kilka par pantofli, które trzymane są w szafce specjalnie z myślą o gościach. Tymczasem obcokrajowców to zadziwia, ponieważ oznacza to, że gospodarz niejako karze swoim gościom zdjąć buty. Taka delikatna sugestia nie wydaje im się zbyt miła.

Zwyczaj tytułowania przyjaciółki własnej matki "ciocią" i koleżków z wojska dziadka "wujkami" nie jest raczej praktykowany za granicą. Osoba z Wielkiej Brytanii będzie zwracała się do starszych występujących w takiej relacji po imieniu.

Obcokrajowcy zwracają też uwagę na ciągle praktykowany w wielu domach zwyczaj ściągania butów przed wejściem do mieszkania.

Zdjęcie przedstawiające parę pantofli dla gości w przedpokoju polskiego domu

Niezwykłe święta i obyczaje

Podczas gdy w wielu krajach Halloween nabiera rozgłosu, Polska obchodzi 1 listopada w sposób szczególny, celebrując Dzień Wszystkich Świętych.

Wielkanoc to czas, kiedy lany poniedziałek w Polsce przynosi radość młodym i starym.

W Polsce wydaje się, że nie wystarczyło, aby ludzie musieli pamiętać daty urodzin… trzeba pamiętać jeszcze o datach imienin! Może nie jest to już tak powszechne wśród młodych ludzi, ale dla starszych pokoleń jest to ważna sprawa! Organizują przyjęcia i imprezy z okazji imienin. Pamiętaj więc, aby nowo poznanego Polaka pytać nie tylko o datę urodzin, ale i imienin. Pamiętaj, aby wysłać im wiadomość w oba dni. Jeszcze jedna ciekawa rzecz, jaką zauważyłem w tym temacie - w języku polskim nie ma zwrotu „Happy Birthday” jako takiego. W Polsce mówi się „Wszystkiego najlepszego”, można też powiedzieć „Sto lat”… ale nie ma „Happy Birthday”.

Dla wielu obcokrajowców „sandwich” oznacza bułkę z mięsem, bekonem i jajkiem. Tymczasem w Polsce kanapki to chleb podawany na różne sposoby. Z wędliną, serem lub twarożkiem. Często z dodatkiem takich warzyw jak pomidor czy ogórek. Polacy jedzą kanapki na śniadanie lub kolację.

Zapiekanka to pół bagietki (30 cm lub więcej!) opiekana z różnymi dodatkami, takimi jak grzyby, salami, ser i właściwie wszystko, co chcesz. W Polsce jest wiele miejsc, w których sprzedaje się zapiekanki i są one dość przystępne.

Dzielenie się w Wigilię Bożego Narodzenia opłatkiem wigilijnym tradycją sięga XVIII wieku.

Kolęda, czyli chodzenie księdza „po kolędzie” jest bardzo unikatowym polskim zwyczajem, praktykowanym w okresie od Bożego Narodzenia do święta Ofiarowania Pańskiego, również w środowiskach Polonii i Polaków na całym świecie.

Zdjęcie przedstawiające tradycyjny polski stół wigilijny z opłatkiem

Różnice w kulturze i codziennym życiu

Polska kultura ceniona jest za respektowanie odpoczynku, zwłaszcza w porach popołudniowych.

W kulturze polskiej uroczystości rodzinne zawsze wiążą się z bogato zastawionym stołem.

W Polsce używają koła i trójkąta, aby odróżnić toalety dla mężczyzn i kobiet! Próbowano znaleźć odpowiedź na to pytanie, ale wciąż nie ma pewności co do jego genezy.

Dla mnie było to coś szokującego, a czasem i niewygodnego. Polscy przyjaciele powiedzieli mi, że powodem tego jest uniknięcie bałaganu w domu.

Jeśli chcesz coś kupić lub spojrzeć sprzedawcy w oczy, musisz bardzo się schylić! Typowy kiosk w Warszawie - fot. [autor zdjęcia]

Zdjęcie typowego polskiego kiosku z lat 90.

Na pewno znasz markę sportową Adidas. W Polsce wszystkie sportowe buty (bez względu na markę) nazywane są „adidasami”! Nieważne, że masz na sobie buty Nike, Polacy i tak nazwą je adidasami!

Ale typowy polski lektor to zawsze ten sam głos: męski (tak jakby mężczyzny około 50-tki), bez żadnych emocji. Wszyscy znani mi cudzoziemcy go nienawidzą. Wolą tego rodzaju tłumaczenia niż na przykład dubbing. Ciekawy fakt: Pewnego dnia zdano sobie sprawę, że tata jednego z polskich przyjaciół jest jednym z najpopularniejszych lektorów w Polsce.

W większości krajów „parter” oznacza pierwsze piętro. W Polsce sytuacja wygląda inaczej.

Polski, plażowy zwyczaj. To całkiem praktyczne rozwiązanie, ponieważ parawany osłaniają też od wiatru, jednak głównie chodzi o zaznaczenie swojej przestrzeni i o uchronienie się od spojrzeń nieznajomych.

Jeszcze kilkanaście lat temu popularnym zwyczajem było klaskanie pasażerów samolotu po jego wylądowaniu.

W Polsce wydaje się, że nie wystarczyło, aby ludzie musieli pamiętać daty urodzin… trzeba pamiętać jeszcze o datach imienin! Może nie jest to już tak powszechne wśród młodych ludzi, ale dla starszych pokoleń jest to ważna sprawa! Organizują przyjęcia i imprezy z okazji imienin. Pamiętaj więc, aby nowo poznanego Polaka pytać nie tylko o datę urodzin, ale i imienin. Pamiętaj, aby wysłać im wiadomość w oba dni. Jeszcze jedna ciekawa rzecz, jaką zauważyłem w tym temacie - w języku polskim nie ma zwrotu „Happy Birthday” jako takiego. W Polsce mówi się „Wszystkiego najlepszego”, można też powiedzieć „Sto lat”… ale nie ma „Happy Birthday”.

Oczywiście, język polski sam w sobie jest czymś zupełnie dziwnym dla każdego obcokrajowca. W Meksyku zawsze mamy dwa nazwiska (pierwsze nazwisko ojca i pierwsze nazwisko matki). Te nazwiska nigdy się nie zmieniają. W Polsce jest inaczej, po pierwsze, często występuje tylko jedno nazwisko (nazwisko ojca), a zakończenie tego nazwiska zmienia się w zależności od płci osoby. Na przykład, jeśli osoba o imieniu Paweł Kowalski ma córkę o imieniu Anna, jej nazwisko nie będzie Kowalski - jak jej ojca - jej nazwisko zmieni się na Kowalska. Może w niektórych innych krajach sytuacja jest taka sama, ale dla mnie nierealne jest, że nazwiska zmieniają się w ten sposób.

Naprawdę nie jestem złym ani niewdzięcznym klientem, ponieważ pracowałem i w kawiarni, i w call center, więc wiem, że czasami klienci są po prostu irytujący. Jak wspomniałem wcześniej, na Meksyk pod wieloma względami ma duży wpływ kultura amerykańska, a jednym z nich jest jakość obsługi klienta. Jeśli kiedykolwiek miałeś okazję odwiedzić Meksyk, mogłeś zauważyć, że czasami personel jest aż nadto przyjazny! Jeśli jesteś w restauracji w Meksyku, kelnerzy przychodzą regularnie i pytają, czy wszystko jest w porządku, czy nie potrzebujesz czegoś jeszcze, etc. Albo na przykład będąc w sklepie odzieżowym w Meksyku: gdy tylko przekroczysz jego próg, personel spróbuje ci pomóc, co czasami może być naprawdę denerwujące, ale jest pomocne, gdy czegoś faktycznie potrzebujesz. To jest coś, czego Polacy tak naprawdę nie zauważają, w przeciwnym razie byłoby inaczej. Uważam, że jednym z głównych powodów tego jest to, że w Polsce nie jest obowiązkowe pozostawienie napiwku, więc pracownicy obsługi klienta tak naprawdę nie robią nic ponad to, co muszą. W Meksyku lub USA udzielanie napiwków jest niemal obowiązkowe bez względu na to, gdzie się znajdujesz, dlatego personel może zachowywać się inaczej.

Dla obcokrajowca, który nigdy wcześniej nie był w Polsce, może to na początku brzmieć trochę obrzydliwie, ale Polacy mają szczególny sposób przygotowania jedzenia. Polacy również fermentują kapustę! Również w okolicach września Polacy uwielbiają chodzić do lasu i zbierać grzyby (przed przyjazdem do Polski nigdy o tym nie słyszałem). Jest nawet słowo na określenie tej czynności - grzybobranie.

Pizza z keczupem: Polacy jedzą pizzę z keczupem, sosem pomidorowym lub sosem czosnkowym. W Meksyku jemy ją z keczupem i oczywiście z pikantnym sosem.

Płatne toalety: w Polsce (ale nie w centrach handlowych i restauracjach) za wejście do publicznej toalety trzeba uiścić opłatę, od 2 do 5 zł. W Meksyku jest to również normalne.

Religia jest ważna: w Polsce wielu ludzi jest religijnych, szczególnie odkąd Karol Józef Wojtyła został papieżem (papież Jan Paweł II).

W Polsce proponowaniem gościom butów na zmianę jest czymś naturalnym. Niemal w każdym polskim domu jest kilka par pantofli, które trzymane są w szafce specjalnie z myślą o gościach. Tymczasem obcokrajowców to zadziwia, ponieważ oznacza to, że gospodarz niejako karze swoim gościom zdjąć buty. Taka delikatna sugestia nie wydaje im się zbyt miła.

Krótka piosenka znana chyba na całym świecie. Choćby popularne „happy birthday” można uznać za polski odpowiednik „sto lat”. Tak, samo istnienie tej piosenki nie zadziwi obcokrajowca.

Warto pamiętać, że w większości krajów „parter” oznacza pierwsze piętro.

W polskich sklepach wiecznie brakuje drobnych pieniędzy, dlatego sprzedawcy bardzo często pytają o to, czy kupujący „ma równą końcówkę”. Podobnie, często sprzedawcy, jeśli mają problem z wydaniem, mówią: „Będę winien grosik”. Dla Polaków jest to coś naturalnego i nic tak naprawdę nie oczekuje, że kiedyś sprzedawca odda mu ten symboliczny grosik. Polski zwyczaj, który dla nas jest „oczywistą oczywistością”, wśród obcokrajowców może wywołać niemałe zdziwienie.

Wytłumaczenie na lekcji języka angielskiego, czym jest właściwie dinner zawsze stanowiło pewne wyzwanie. Teoretycznie to odpowiednik obiadu, a jednak spożywa się go dopiero wieczorem, gdy w polskich domach nastaje już raczej pora kolacji (znanej z kolei jako supper). Winowajcą tego zamieszania jest polski zwyczaj jedzenia czegoś między porannym posiłkiem a obiadem, czyli… drugie śniadanie.

Jak nie ma polskiego domu bez śmietnika pod zlewem w kuchni, tak też kapcie dla gości zawsze muszą się znaleźć.

Podczas gdy w Polsce wystarczy otworzyć dowolny kalendarz, by sprawdzić, kto obchodzi dzisiaj imieniny, za granicą jest to rzadko kiedy powód do świętowania. Obcokrajowców, pamiętających wyłącznie o urodzinach, może zatem zaskoczyć nie tylko polski zwyczaj rodzinnych obchodów imienin u cioci, ich obecność w piosenkach i serialach, ale też imiona solenizantów wyświetlane w komunikacji miejskiej, co - bądźmy szczerzy - jest dość zabawnym pomysłem.

Obowiązkowy punkt wizyty wszystkich zagranicznych youtuberów w Polsce (podekscytowanych szybką obsługą) oraz bezsprzecznie miejsce, w którym stołuje się przekrój polskiego społeczeństwa. Gdzie indziej spotkamy studentów, rencistów, osoby w kryzysie bezdomności, turystów i biznesmenów zajadających pierogi leniwe przy sąsiednich stolikach? Nawet jeśli polski zwyczaj stołowania się w barach mlecznych wielu kojarzy się jedynie z „Misiem” Stanisława Barei, to jednak warto nadmienić, że pierwszy bar powstał już pod koniec XIX wieku w Warszawie i misja tej instytucji od tego czasu się nie zmieniła: oferowanie swojskiego jedzenia w przystępnych cenach.

… czyli starsze panie w oknach, które tylko pozornie zaledwie odpoczywają, a tak naprawdę stoją na straży porządku i dobrego obyczaju na osiedlu. Skuteczniej niż niejedna kamera potrafią wyłapać zmiany, które zaszły przed domem sąsiada i przy najbliższej okazji nie omieszkają podzielić się nimi z koleżankami.

Lista dialogowa czytana przez jednego lektora to spuścizna po Związku Radzieckim i dla wielu zagranicznych gości trudny do przełknięcia polski zwyczaj. Przeciwnicy zarzucają mu, że utrudnia naukę języków obcych poprzez oglądanie filmów oraz niweczy starania aktorów i aktorek. Przyzwyczajonym do tzw. „szeptanki” Polakom i Polkom zdaje się to jednak nie przeszkadzać.

W większości krajów zagraniczne programy transmitowane na antenie są bowiem opatrzone napisami (Skandynawia) albo dubbingowane w całości przez aktorów (np. Włochy), jak u nas filmy dla dzieci w dystrybucji kinowej. Dodatkowo obcokrajowców szokuje, że lektor jest mężczyzną, czytającym swoje kwestie całkowicie beznamiętnie, choćby na ekranie waliło się i paliło.

Co innego zwyczaj oferowania gościom kapci. To, co nam wydaje się wyrazem troski (nie chcemy, żeby odwiedzającym zmarzły stopy/ żeby nadepnęli na klocek lego / wrócili do domu z DNA naszego kota) wielu obcokrajowców napawa obrzydzeniem. Cóż, co kraj, to obyczaj, być może niechęć do przydeptanych kierpców z Zakopca wyrobi w nich pokrewny polski zwyczaj - brania własnych kapci.

Trudno się dziwić, także niektórym tubylcom zyskujący na popularności w ostatnich latach parawaning wydaje się praktyką osobliwą. I to mimo że od '89 mieliśmy dość czasu, żeby oswoić się z zamiłowaniem grodzenia i wydzielania terenów prywatnych. Choćby tylko na trzy browary i dwie kąpiele.

Jednak mimo wszystkich zaskoczeń, kłopotliwych czy śmiesznych sytuacji, jeszcze nigdy nie usłyszałam, że Polska jest brzydka, brudna czy zacofana. Choć wielu z nas widzi w naszym kraju sporo wad, dla turystów nie mają one większego znaczenia. I chętnie opowiadają o Polsce innym - zazwyczaj nie szczędząc dobrego słowa, ale jednocześnie nie kryjąc zdziwienia.

Zaskakuje ich też, że kiedy podjeżdża autobus, otwierają się wszystkie drzwi zamiast tych przy kierowcy i że kontrole biletów są tylko od czasu do czasu. Pytała, czemu mamy tak dużo sklepów z samym alkoholem i czy te wszystkie kościoły, które mijamy, są ciągle używane. A kiedy ktoś ustąpił jej miejsca w tramwaju, nie wiedziała kompletnie, co się dzieje.

Najciekawsza sytuacja przyszła do nas nieoczekiwanie. Spacerowałyśmy po Rynku, a nagle po drugiej stronie Sukiennic coś wybuchło. Nie widziałyśmy, co się stało, było jedynie słychać huk. „Nie wiedziałam, czy mam uciekać czy rzucić się na ziemię” - mówi mi. - „Patrzę po ludziach, a oni spacerują jak gdyby nigdy nic. Kompletnie nie macie poczucia strachu, hałas nie kojarzy wam się z żadnym zamachem ani zagrożeniem. Kiedy zobaczyłam waszą reakcję, pomyślałam: „co z wami jest nie tak?”. Potem zaczęłam wam zazdrościć” - dodaje. Huk powtórzył się nawet trzy razy, a dopiero w lokalnych wiadomościach zobaczyłam, że za potencjalnym zawałem serca mojej brytyjskiej koleżanki stała rocznica Odsieczy Wiedeńskiej i salwy wystrzelone z tej okazji.

Alessandro żyje w Krakowie od 8 lat. Przyjechał z Rzymu do pracy w branży IT. Poznaliśmy się, gdy był w tym mieście dopiero od kilku tygodni. Dziwiło go wiele rzeczy - liczba samochodów dopuszczona do ruchu w centrum, to jak jest czysto na ulicach, sposób, w jaki gotujemy makaron czy tempo życia. Ale umysł Włocha do dziś zajmują przede wszystkim kobiety. „Powiem ci, że najbardziej zaskoczyły mnie Polki. Całe życie myślałem, że jak żona, to tylko z Włoch. Po kilku miesiącach w Polsce wiedziałem, że albo Polka albo żadna” - uśmiecha się. - „Jesteście przepiękne, macie charakter, ale przy tym wszystkim potraficie dbać o rodzinne ognisko, gotujecie obiady i dbacie o męża. Włoszki pną się po szczeblach kariery. Polki robią to samo, tylko w międzyczasie podsuną ci jeszcze talerz schabowych, ukołyszą dziecko i wyprasują koszulę. A makaronu wcale nie robią gorszego! Bardzo mi to imponuje” - zapewnia mnie.

Mój włoski kolega przyznaje też, że na początku nie mógł przyzwyczaić się do rytmu pracy, braku sjesty i ucztowania tylko przy ważnych okazjach. „Umiecie się bawić, ale dopiero jak jest okazja. Inaczej to tylko praca, praca, praca. Ale to się zmienia. Jest bardzo duża różnica między sytuacją teraz, a tą, którą zastałem na początku” - przekonuje Alessandro.

Z Magdą spotykam się w typowo PRL-owskim, nowohuckim barze mlecznym. Obie jadamy tam obiady niemal każdego dnia. Spotykam tam przeróżnych ludzi, ale prawie zawsze natknę się na „komunistyczną wycieczkę”, którą ona i jej koledzy się opiekują. Obowiązkowy punkt - seta wódki w mieszkaniu z meblościanką i pierogi w barze. Nie raz i nie dwa podsłuchuję ich rozmowy, czasem z nieskrywaną przyjemnością w nich uczestniczę. Przyjeżdżają tu ludzie z całego świata - najczęściej Brytyjczycy, Francuzi, Niemcy, bardzo często też Hiszpanie.

„Kiedyś przychodzimy pod bar, turyści są zaciekawieni, ale nieco nieufni, bo musisz przyznać, że to miejsce nie wygląda zbyt dobrze. No i na drzwiach zobaczyli logo Społem, jeszcze takie z tęczą, pewnie przyklejone na te drzwi 20 lat temu” - opowiada mi Magda, która codziennie wozi tu turystów. - „I wiesz, o co mnie zapytali? - Czy to bar gay friendly?” - śmieje się.

Przewodnicy, którzy tu przyjeżdżają, zawsze zamawiają dla zwiedzających to samo. Pierogi ruskie, pierogi z kapustą, placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym, gołąbki w sosie pomidorowym. Stawiają to na stole, a turyści próbują wszystkiego po trochu. „Kiedy mówię, że będą jedli kapustę faszerowaną ryżem i mięsem albo „dumplings” z serem i ziemniakami, nie są przekonani i zdecydowanie ich to zadziwia. Kiedyś próbowaliśmy też częstować flakami, ale rzadko znajdowali się odważni” - opowiada mi Magda. - „Jednak jeśli już spróbują tej specyficznej, bardzo domowej kuchni, zazwyczaj są zadowoleni” - dodaje.

Turystów zadziwiają też tutejsze ceny. Nie dowierzają, gdy widzą, że porcja pierogów może kosztować poniżej 4 PLN. Pytają, czy wszyscy Polacy jedzą w takich miejscach, przyglądając się ceratom na stołach i aluminiowym sztućcom. „Tłumaczę im, że bary takie jak ten, to właściwie relikt przeszłości, choć wciąż funkcjonują i mają się nieźle. Opowiadam, że jest tanio, bo państwo dokłada do niektórych dań, a dodatkowo biedniejsi ludzie mogą tu jeść dzięki „bloczkom” z opieki społecznej” - opowiada przewodniczka. - „Nie raz i nie dwa są naprawdę zdumieni. Zaskakuje ich, że MOPS nie daje pieniędzy, tylko obiad. I podoba im się to rozwiązanie” - tłumaczy.

Zdjęcie wnętrza typowego polskiego baru mlecznego

Niestety, nie zawsze jest tak kolorowo. Gdy mama mojej przyjaciółki wyjechała do pracy do Niemiec, oglądała mieszkania do wynajęcia. W końcu z jakiegoś ogłoszenia trafiła do mieszkania w typie speluna. Poobdzierane tapety, brudno, śmierdząco. „Nie podoba ci się?” - zapytał wtedy Niemiec z tureckimi korzeniami, właściciel owej wspaniałej nieruchomości - „Nie przesadzaj, w Polsce pewnie nie masz łazienki tylko wiaderko, a tutaj wybrzydzasz jak gwiazda” - komentował.

Oczywiście nie można generalizować, ale niemal każdy, kto podróżuje, prędzej czy później spotka się z jakąś totalną bujdą na temat naszego kraju. Krążą legendy o pytaniach dotyczących misiów polarnych na ulicach, braku internetu albo o tym, że od czasów komunistycznych nic się tu nie zmieniło. „W Niemczech najczęściej mówią tak osoby, które tu nigdy nie były” - opowiada mi pani Iwona, pracująca za naszą zachodnią granicą - „Albo tacy, co przyjechali i byli karmieni komunistyczną papką turystyczną. Zabiera się ich do restauracji z minionej epoki, pokazuje jakieś rzeczy, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. A potem oni wyjeżdżają i myślą, że cały kraj tak wygląda. Na szczęście, gdy zobaczą krakowski Rynek Główny, wrocławskie ZOO albo nasze nadmorskie hotele typu SPA, zmieniają zdanie. Wtedy nie kryją zaskoczenia, że tak może być w Polsce” - mówi.

Z Niemiec przywozi ze sobą koleżanki. Robią razem zakupy, chodzą do fryzjera. Zachwycają się niższymi cenami i fachem w ręku. Za taką samą usługę w salonie fryzjerskim czy kosmetycznym płacą dużo mniej, a wychodzą dużo bardziej zadowolone. Podobają im się polskie miasta. Mówią, że mają dużo więcej uroku niż niemieckie.

Niezależnie od narodowości spotkani przeze mnie ludzie notorycznie zwracali mi uwagę także na inne rzeczy. „Przy polskich facetach nie mam szans” - opowiada mi Roberto, Włoch, który przyjeżdża do Krakowa kilka razy w roku. - „Staram się uczyć od nich rycerskości. Ustępowania miejsca, puszczania przodem w drzwiach. Czasem wychodzi z tego komedia. Podobno nie wszyscy tak robią, ale to się rzuca w oczy i ja też chcę tak robić” - dodaje.

Tę opinię często powtarzały też dziewczyny. - „Kiedy pierwszy raz ktoś puścił mnie przodem, nie bardzo rozumiałam, o co chodzi. U nas nie ma znaczenia, kto wchodzi pierwszy. A tym bardziej nikt nie będzie biegał i otwierał drzwi przed tobą” - śmieje się Barbara, która na co dzień mieszka pod Rotterdamem.

Z Barbarą poznałyśmy się dobre 10 lat temu, gdy przyjechała do mnie na licealną wymianę uczniów. Pamiętam to dobrze, bo był koniec czerwca, a ona i jej koledzy przyjechali w puchowych kurtkach. Ktoś im naopowiadał głupot, że tu nie ma lata. A było 30°C.

„Pamiętam, jak zabraliście nas do jakiegoś pubu i tam były litrowe piwa, nie mogłam się temu nadziwić” - wspomina. - „U nas standardowo piwo ma 200 ml, a tu mieliśmy kufle pięciokrotnie większe. I kosztowały niemal tyle samo!” - śmieje się.

Obcokrajowcy zwracają też uwagę na ciągle praktykowany w wielu domach zwyczaj ściągania butów, polskiego lektora nakładanego na zagraniczne filmy zamiast napisów, wysoką cenę kawy „na mieście”. Często mówią o bardzo wysokim poziomie naszej edukacji, doceniając, że świetnie znamy nie tylko historię czy sytuację polityczną w Polsce, ale i na całym świecie.

Bywa też, że nie mogą czegoś pojąć. - „Byłem zaskoczony liczbą przesądów, jakie tu macie. Jak to wszystko zapamiętać?” - pyta mnie Antoine z Francji - „Nie siadać na rogu, ubrać czerwone majtki na egzamin, nie przechodzić pod drabiną, zmienić drogę przez kota. Naprawdę można stosować się do tych rad?” - dziwi się.

Karp to dla Polaków ryba wyjątkowa - w niemal każdym domu jest królem wigilijnego stołu. A dla turystów? Wyjątkowo... obrzydliwa. Takie zdanie o karpiu mają między innymi Amerykanie i Włosi, nie rozumiejący, jak można jeść rybę, która żywi się "najgorszą zgnilizną z dna rzeki" (czyli m.in. resztkami z poprzedniego posiłku).

Pszenny makaron posypany białym serem i cukrem - kryzysowa potrawa zabieganych mam to jedno z piękniejszych kulinarnych wspomnień z dzieciństwa wielu Polaków. Serwując ten prosty specjał nie sprawimy jednak przyjemności Włochom czy Francuzom. "Makaron z serem i cukrem, kiedy jest tyle pysznych sosów?" - zapytają zdziwieni i trudno będzie im wytłumaczyć, że to też jest... pyszne! Oczywiście makaron z różnymi odmianami białego sera występuje w zachodnich kuchniach (np. we Włoszech), ale nie w takiej formie.

Zupy same w sobie nie są polską specjalnością, choć zdaniem zagranicznych turystów jemy ich wyjątkowo dużo. Zaskoczeniem dla cudzoziemców są jednak niektóre z polskich zup: czernina, żurek staropolski, owocowa z makaronem... Czernina (czarnina, czarna zalewajka) to potrawa, przed którą wzdrygnie się też niejeden Polak. Tradycyjnie przygotowywana na bazie rosołu i krwi (najczęściej kaczki, kury, czasem królika, gęsi, ostatecznie prosięcia, z dodatkiem cukru i octu, który zapobiega krzepnięciu) czernina może budzić pewien dystans. Tyle samo zwolenników, co przeciwników, ma też polski żurek - prawie każdy turysta, który zetknie się z nim po raz pierwszy, zanim podejmie decyzję: jeść albo nie jeść, najpierw długo grzebie łyżką w talerzu. Na forach nie brakuje peanów pod adresem barszczu ukraińskiego bezlitośnie zestawianego z polskim barszczem czerwonym (tego ostatniego cudzoziemcy zwykle nie lubią i idei nie rozumieją). Cudzoziemców dziwią też dwie kolorowe, choć o zgoła odmiennych smakach, zupy: różowy chłodnik z burakami i owocowa zupa z makaronem (a raczej kluchami).

Herbata do wszystkiego. ... do śniadania, kolacji, a nawet obiadu - kto się nie zgodzi, że Polacy to naród herbaciarzy? Herbata jest dla nas normalnym napojem, świetnie zastępującym wodę czy sok. Ale jeśli w zagranicznym towarzystwie zapytamy: kawa czy herbata?, wielu cudzoziemców zrobi zatroskane miny, bo... najwyraźniej ktoś zachorował. Widać to szczególnie dobrze w krajach bałkańskich, gdzie zamawiając herbatę, dostaniemy filiżankę leczniczego rumianku. Polską specjalnością, raczej rzadko spotykaną za granicą, jest też towarzyszący drugiemu daniu kompot. Francuzi mają wprawdzie coś, co nazywa się prawie identycznie (compote), ale u nich to nie napój, lecz deser - słodki, bardzo gęsty, owocowy deser.

Ilustracja przedstawiająca różne polskie dania, które mogą być zaskoczeniem dla obcokrajowców

Ocenili polską Śliwowicę! | Bimbrownicy: Starcie tytanów

tags: #polskie #zwyczaje #dziwne #dla #obcokrajowcow

Popularne posty: