W życiu zdarzają się sytuacje, które wystawiają na próbę nasze relacje rodzinne i emocje. Jedną z takich sytuacji może być propozycja zostania chrzestnym, która okazuje się być bardziej skomplikowana, niż się początkowo wydawało. W niniejszym artykule przyjrzymy się historii pewnej kobiety, która stanęła przed takim dylematem, a także zgłębimy bogactwo tradycji związanych z chrztem w Polsce.
Historia zaczyna się od narodzin dziecka siostry autorki. Początkowo padła propozycja, by ona i jej mąż zostali rodzicami chrzestnymi. Choć propozycja została przyjęta z pewną rezerwą, z czasem sytuacja uległa zmianie. Gdy autorka sama zaszła w ciążę, pojawiła się sugestia, aby jej mąż został chrzestnym w parze z inną kobietą z rodziny szwagra, ponieważ ona "nie może" z powodu zbliżającego się porodu.
Autorka poczuła się zraniona i rozczarowana, zwłaszcza że zaproponowany termin chrztu zbiegał się z jej połogiem. Dodatkowo, nie podobała jej się koncepcja mieszania chrzestnych z różnych rodzin, a także obawa, że cały ciężar obowiązków spadnie na nią, nawet jeśli nie będzie formalnie chrzestną.
Sytuacja pogorszyła się, gdy autorka zobaczyła na Facebooku zdjęcie dziewczyny, która została chrzestną jej siostrzeńca. To wzbudziło w niej jeszcze większy smutek i żal. Obecnie autorka unika kontaktu z siostrą, która naciska na rozmowę, a ona sama czuje się rozdarta między potrzebą wyjaśnienia sytuacji a trudnością w przełknięciu rozczarowania. Zastanawia się, czy jej uczucia są uzasadnione, czy to tylko przesadna reakcja.
Chrzest od wieków był ważnym obrzędem w polskiej kulturze, niosącym ze sobą wiele tradycji i zwyczajów, które różniły się w zależności od regionu.
Według wierzeń ludowych, człowiek posiadał dwie dusze, dlatego podczas chrztu nadawano mu dwa imiona. Szczególnie interesującym zjawiskiem było kumostwo, czyli więź zawiązywana między rodzicami dziecka a chrzestnymi. Było to wyraz przyjaźni lub pokrewieństwa, a kumowie stawali na pierwszym miejscu, wybaczali sobie urazy i wzajemnie sobie pomagali.
Jeśli ojciec chrzestny podczas chrztu trzymał na rękach ojca chrzcinika, a podobna sytuacja miała miejsce z matkami, powstawało kumostwo duchowe. Osoby te stawały się sobie najbliższymi krewnymi. Zabronione były długie kłótnie między nimi, groziły bowiem grzechem śmiertelnym, który nie mógł być wybaczony przez Boga.
Istnieje legenda potwierdzająca tę zasadę. Podobno podczas nabożeństwa na cmentarzu w Głobikowej, kumowie pobili się. Wówczas kościół, cmentarz, budynki kościelne oraz ludność zapadli się pod ziemię, pozostawiając jedynie głęboki dół zwany "Cichym Dołem". Podobno do dziś w tym miejscu w czasie świąt słychać dzwony kościelne.
Kolejnym interesującym zwyczajem był "wywód", odprawiany na pamiątkę Matki Boskiej w trzynastym tygodniu po narodzeniu Chrystusa. Przed wywodem młoda matka nie mogła przejść przez miedzę, gdyż groziło to wyrośnięciem chwastów zamiast zboża. Rytuał ten sugerowano wykonać trzy do czterech tygodni po porodzie.
Po nabożeństwie, w przedsionku kościoła (babieńcu), odbywał się wywód. Przed nim kobieta po porodzie nie mogła wejść do kościoła. Dotykała świecę razem z księdzem, który odczytywał stosowną modlitwę. Następnie oprowadzał ją wokół ołtarza, a kobieta zostawiała tam opłatę pieniężną. Po zakończeniu rytuału goście udawali się do karczmy i pili wódkę, co było wówczas bardzo istotne.

W regionie krakowskim zaraz po porodzie ojciec dziecka udawał się na wieś, aby wybrać matkę i ojca chrzestnego. Chrzest często odbywał się już następnego dnia po narodzinach lub nawet tego samego dnia.
Akuszerka zanosiła noworodka do kościoła, gdzie czekali rodzice chrzestni. Po uroczystości odbierała dzieciątko od chrzestnych i wracała z nim do domu. Tam kumowie życzyli rodzicom, aby ich dziecko chowało się w zdrowiu. Lud krakowski miał zwyczaj bardzo żywo i pogodnie witać ochrzczone dziecię.
Oskar Kolberg zapisał intrygujące opowiastki potwierdzające tę "radość" świętowania:
Zdarzało się również, że na chrzciny pieczono "kukiełkę chrzestną" - długą struclę. Im okazała i ładniejsza, tym lepiej miało rosnąć chrzczone dziecię. W niektórych wsiach ojciec noworodka musiał przygotować 10 garnków wódki, którą pił z kumotrami.
Przy chrzcie rodzice chrzestni szli za ołtarz, całowali odwrotną stronę obrazu i wrzucali ofiarę do skarbonki. Kum kładł dziecko na stopniach ołtarza i obchodził je dookoła, a następnie matka chrzestna czyniła to samo.

Po uroczystości w kościele udawano się do karczmy, aby zapewnić dziecku wesołą przyszłość. Pito wódkę, a dopiero po kilku kieliszkach wracano do domu. Wówczas goście mówili, że przynoszą "aniołka zamiast diabełka, małego chrześcijanina". Akuszerka przygotowywała kąpiel dla dziecka, a zgromadzeni wrzucali pieniądze, aby się dziecięcia trzymały w przyszłości. Matka chrzestna musiała zakupić płótno i uszyć koszulę dla dziecka, gdyż w przeciwnym razie jego ubrania szybko by się niszczyły.
Po kilku dniach od narodzin dziecka, w imieniu matki zapraszano sąsiadów i krewnych na popieliny, czyli poczęstunek. Posiłek był zazwyczaj skromny, składał się z chleba z masłem, sera, wódki i piwa.
Chrzest odbywał się zazwyczaj po niedzielnym nabożeństwie. Dziecko do chrztu trzymała najczęściej matka chrzestna. Po ceremonii ojciec chrzestny podarowywał chrześniakowi talar, uważając przy tym, aby nie rzucono czarów lub uroku na noworodka. Następnie pieniądz ten wiązał w róg poduszki.
Matka chrzestna, gdy dziecko osiągało wiek dwóch lat, szyła i podarowywała mu koszulkę, sukienkę i czapeczkę.
W regionie mazowieckim zaraz po narodzeniu dziecka ojciec szedł na wieś, aby poprosić kogoś na matkę i ojca chrzestnego. Sąsiadki odwiedzały młodą matkę, popijając gorzałkę i udzielając jej rad.
Chrzest odbywał się w niedługim okresie od porodu, starano się to zrobić szybko, niekiedy nawet w sam dzień narodzin, by odpędzić złe moce. Po obrzędzie babka niosła dziecko do domu, a chrzestni podarowywali datek lub nową koszulę.
Co ciekawe, nad rzeką Bzurą funkcjonował pradawny zwyczaj kładzenia dziecka pod ławą kościelną. Ubogi dziadek klęczał i odmawiał pacierz. Zamożniejsi po powrocie z nabożeństwa zapraszali kumów i sąsiadów na ucztę, pod warunkiem, że stan młodej matki na to pozwalał.

Wracając do osobistej sytuacji autorki, jej rozterki są zrozumiałe. Propozycja zostania chrzestną, która wydaje się być wyrazem zaufania i bliskości, w tym przypadku okazała się być źródłem bólu i rozczarowania. Brak jasnej komunikacji ze strony rodziny siostry i sposób potraktowania autorki doprowadziły do napięć.
Ważne jest, aby w takich sytuacjach starać się rozmawiać otwarcie, choć nie zawsze jest to łatwe, zwłaszcza w gronie najbliższych. Czasem jednak, aby zachować własny spokój i godność, konieczne jest postawienie pewnych granic. Historia ta pokazuje, jak ważne jest wzajemne szanowanie uczuć i potrzeb wszystkich zaangażowanych stron, nawet w tak uroczystych momentach jak chrzest dziecka.
tags: #pijana #chrzestna #wykorzystuje #chrzesniaka

Znaczenie prezentów – czy naprawdę podarunki są takie ważne?
W obecnych czasach, gdy dostęp do wszystkiego jeszcze nigdy nie był taki prosty, a sklepowe półki uginają się od przeróżnych przedmiotów, ciężko jest znaleźć coś, co nada się na prezent i uszczęśliwi drugą osobę. Wiele rzeczy obdarowany może po prostu kupić sobie sam, tak więc kupowanie komuś dziesiątego krawata, czy nowej patelni, zdaje się powoli tracić sens. Znaczenie podarunków ewoluowało i dzisiaj obdarowany oczekuje raczej rzeczy, która go zaskoczy i będzie absolutnie wyjątkowa. Może niech to będzie coś, na co nigdy by nie wpadł i nie domyśliłby się, że dostanie właśnie to?! Pozytywne zaskoczenie, radość, wdzięczność i wzruszenie, to emocje które idealnie określają to, jaki powinien być prezent idealny, na miarę XXI wieku.
Copyright ©2021 | niebanalne-prezenty.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.