Mary Lennox była dzieckiem, które można było określić jako brzydkie i niesympatyczne. Była mała, chuda, samolubna, despotyczna i zawsze z niemiłym grymasem na twarzy. Jej włosy były żółte, podobnie jak cała jej twarzyczka, co wynikało z faktu, że Mary urodziła się w Indiach i stale chorowała. Ojciec Mary zajmował rządowe stanowisko kapitana, a matka, pochłonięta licznymi rozrywkami i zabawami towarzyskimi, nie poświęcała córce należytej uwagi. Opieką nad dziewczynką zajęła się hinduska niańka, zwana Ayah, z którą jedynie dziecko utrzymywało bezpośredni, przyjacielski kontakt. Poza Ayah, Mary nikogo nie lubiła. Nawet młoda angielska nauczycielka, która próbowała nauczyć ją czytać i pisać, zrezygnowała ze swojej posady po trzech miesiącach, a jej następczynie odchodziły jeszcze szybciej.
Kiedy Mary miała około dziewięciu lat, w mieście, w którym mieszkała, wybuchła epidemia cholery. Dla dziewczynki było to zjawisko niezrozumiałe. Trudno jej było pogodzić się z faktem, że pewnego dnia, zamiast swojej Ayah, zobaczyła przy łóżku inną służącą. Nie zrozumiała nawet podsłuchanej rozmowy matki z młodym oficerem, który radził jej, by wyjechała z dala od tego miejsca. Dom zaczął pustoszeć, ubywało służby i mieszkańców. Wszyscy zapomnieli o małej dziewczynce. Znalazł ją dopiero po jakimś czasie, zamkniętą we własnym pokoju, młody człowiek o imieniu Barney. Od niego Mary dowiedziała się, że tylko ona pozostała przy życiu. Jej matka i ojciec zmarli poprzedniej nocy, a służba z pośpiechem opuszczała ogarnięty zarazą dom.

Mary została sama na świecie. Nie tęskniła jednak za zmarłą matką, z którą i tak nie miała najlepszych relacji. Na początku zamieszkała w domu pastora i pastorowej Crawfordów. Mieli oni pięcioro dzieci, a w ich domu panowały brud, nieład i bieda. Mary nie czuła się tam dobrze, wszystkim dokuczała, przez co żadne z dzieci nie chciało się z nią bawić. Jedno z nich, mały chłopczyk imieniem Bazyli, nazwało ją „kapryśnicą”, co bardzo złościło dziewczynkę. Bazyli stał się również pierwszą osobą, która poinformowała Mary o jej rychłym wyjeździe do posiadłości wuja Archibalda Cravena, znajdującej się w Misselthwaite Manor w Anglii. Tę wiadomość potwierdzili za kilka dni państwo Crawfordowie.
Mary udała się w długą podróż do Anglii, podczas której opiekę nad nią sprawowała żona pewnego oficera, odwożąca do szkół własne dzieci. W Londynie dziewczynką zajęła się pani Medlock, ochmistrzyni w domu pana Cravena. To on posłał ją po siostrzenicę, aby ta mogła bezpiecznie dotrzeć do posiadłości.
Podczas jazdy pociągiem do Yorkshire pani Medlock uważnie przyglądała się swojej nowej podopiecznej. Dziwiło ją kapryśne zachowanie dziewczynki oraz jej bezczynność. Postanowiła opowiedzieć jej o tajemniczym miejscu, do którego się udawały: „Jest to ogromny dom, lecz ponury. Pan Craven jest z niego dumny na swój sposób. Dom ten ma już sześćset lat. Stoi na krańcu rozległego wrzosowiska; ma prawie sto pokoi, chociaż większość z nich jest zamknięta na klucz. Od lat wiszą tam obrazy, stoją piękne stare meble i różne rzeczy; wokoło jest ogromny park, ogrody i drzewa ze starymi, do ziemi sięgającymi gałęziami”.
Opowieść pani Medlock wcale nie przeraziła dziewczynki. Nie zaskoczyło ją również przekonanie ochmistrzyni, że pan Craven jest człowiekiem dziwnym, stroniącym od ludzi i mającym bardzo surowe zasady. Nie słuchając więcej jej uwag, Mary odwróciła się do okna i obserwowała spadające krople deszczu, po czym zasnęła.
Podróż pociągiem była długa i męcząca. Mary prawie cały czas spała. W Yorkshire czekał już na nią i na panią Medlock bogato wyposażony powóz. Służący, który pomógł dziewczynce wejść do pojazdu, wyglądał dostojnie i elegancko. Drugi etap podróży wiódł przez dzikie wrzosowiska. Mary z zainteresowaniem patrzyła w okno i obserwowała roztaczające się widoki. Kiedy powóz wjechał na wrzosowisko, wydało jej się, że znajduje się na wielkim morzu. Jęczący w zaroślach wiatr przypominał szum wody.
Jadąc tak i obserwując, Mary zobaczyła migoczące w ciemności światełka. To był dom pana Cravena. Po przebyciu jeszcze dwóch mil przez aleję wiodącą wzdłuż parku, obie panie dotarły na miejsce. Przed domem czekał już służący Pitcher, który oznajmił, że pan Craven nie zobaczy się dziś ze swoją siostrzenicą, a jutro wyjeżdża do Londynu. Pani Medlock wprowadziła więc dziewczynkę sama do domu i pokazała jej pokoje, w których miała zamieszkać.

Nazajutrz Mary obudziła się i zaczęła rozglądać po swoim pokoju. Obok kominka znajdowała się młoda dziewczyna, która przyszła rozniecić ogień. Była to Marta - służąca pani Medlock i zarazem nowa pokojówka Mary. Marta była prostą i szczerą dziewczyną, toteż bardzo się zdziwiła, gdy przyzwyczajona do wygód i całkowitej uległości ze strony hinduskiej służby Mary kazała jej się ubierać, grymasząc przy tym i narzekając. Marta opowiedziała również o swoim przybyciu do domu pana Cravena, o sposobach spędzania czasu w tej tajemniczej posiadłości, otoczonej wokół wrzosowiskiem i licznymi ogrodami. Mary była zachwycona jej opowieścią. Szczególnie ożywiła się, gdy Marta wspomniała o swoim dwunastoletnim bracie Dicku, który często biegał po wrzosowiskach i całymi dniami się tam bawił, dzięki czemu nawiązał bliski kontakt ze zwierzętami. Wszystkie zwierzęta bez obawy garnęły się do niego, a przede wszystkim kucyk, owieczki i ptaszki, które jadły mu prosto z ręki.
Marta wspomniała również o jednym z ogrodów. Jest on niedostępny do zwiedzania, ponieważ pan Craven zamknął go po śmierci swojej żony, która uwielbiała ten ogród. Mary bardzo przejęła się opowieścią Marty. Pobiegła zaraz na dwór i skierowała się bezpośrednio w stronę muru pokrytego bluszczem, w którym znajdowała się furtka. Po przejściu przez nią znalazła się w rozległych ogrodach owocowo-warzywnych. Dziewczynka podeszła do kolejnego muru, przeszła przez drzwi i zobaczyła inny ogród. W tym samym momencie, przez inną furtkę, wszedł do ogrodu starszy mężczyzna z łopatą na ramieniu - był to ogrodnik pana Cravena, Ben Weatherstaff. Podobnie jak Mary, nie ucieszył się z tego spotkania. Dziewczynka jednak zaczęła wypytywać go o ogrody, które widziała kolejno przez furtki. Ogrodnik jej opowiadał. Mary zapytała o jeszcze jeden ogród, chciała tam pójść, ale starzec ją powstrzymał. Nikt nie miał wstępu do zamkniętego ogrodu zmarłej pani Craven.
Po chwili uwaga Mary skierowana została w stronę małego ptaszka, z jasnym, czerwonym upierzeniem na piersiach, który siedział samotnie na wierzchołku drzewa i wyśpiewywał przepiękne trele. Dziewczynka zaczęła się wsłuchiwać w ten odgłos i odczuła dziwne bicie serca. Dotychczas była nieprzystępna, nieczuła i samotna; śpiew ptaszka spowodował zmianę jej zachowania i podejścia do życia. Od ogrodnika Mary dowiedziała się, że ów ptaszek to gil i na stałe zadomowił się w ogrodach pana Cravena. Jego gniazdko znajduje się w zamkniętym i niedostępnym dla nikogo ogrodzie, do którego nie ma furtki. Sam ogrodnik spotkał go dawno, kiedy ptaszek był jeszcze bardzo malutki, ponieważ wypadł z gniazda, i postanowił się nim zaopiekować. Zrodziła się między nimi wielka przyjaźń. Także Mary chciała się teraz zaprzyjaźnić z gilem. W pewnym momencie jednak ptaszek odfrunął. Mary znów zaczęła wypytywać ogrodnika o ogród pani Craven. Ben był już z tego niezadowolony, zmarszczył brwi i kazał panience iść się bawić. Sam zaś zarzucił łopatę na ramię i odszedł.

Na początku wszystkie dni były dla Mary prawie takie same. Po przebudzeniu w swoim pokoju zastawała w nim Martę rozniecającą ogień w kominku, potem jadła śniadanie, a po nim spoglądała przez okno na rozległe wrzosowisko. Widok ten zmuszał ją do wyjścia z domu. Lubiła biegać po ścieżkach i alejach parku, ale najbardziej dokuczał jej wiejący w twarz wiatr, który utrudniał poruszanie się. Wiatr ten dobrze jednak wpływał na dość wątłe zdrowie dziewczynki i poprawiał jej nastrój. Już po kilku dniach spędzonych w Misselthwaite Manor dziewczynka stała się mniej kapryśna i nabrała apetytu (ku zdziwieniu Marty zjadała nawet kaszę, której wcześniej nie znosiła).
Mary czuła się samotna, chciała się z kimś bawić, porozmawiać, ale nie miała z kim. Kiedy przychodziła do ogrodnika, on albo szybko kończył rozmowę, albo omijał ją z daleka. Dziewczynka biegła więc do miejsca pomiędzy ogrodami, otoczonego murem. Tam spotykała małego gila, który zachwycał ją swym śpiewem. Mary zaprzyjaźniła się z ptaszkiem, czuła się szczęśliwa w jego obecności. Ale mimo wszystko wciąż chodziła jej po głowie tajemnica, jaką był otoczony jeden z ogrodów. Dlaczego pan Craven tak nie lubił tego miejsca? Postanowiła zapytać Marty, ale ta z początku wykręciła się od odpowiedzi. Potem powiedziała, że ogród był ulubionym miejscem pani Craven, tam była ławeczka pod drzewem, na której często przesiadywała. Któregoś dnia, dziesięć lat temu, zerwała się gałąź i spadła na panią, uderzając ją w głowę. Na drugi dzień pani już nie żyła. Dlatego pan Craven nie lubił ogrodu i zgubił nawet klucz od furtki do niego, aby tam nie wchodzić.
Mary wsłuchiwała się również często w szum wiatru stepowego. Któregoś dnia usłyszała wśród tego szumu jakieś dziwne dźwięki, przypominające płacz dziecka. Postanowiła to zbadać.
Nazajutrz zaczął padać deszcz, a nad wrzosowiskiem pojawiła się gęsta mgła. Marta była wielką gadułą, toteż urozmaicała ten czas panience swymi opowieściami o własnej rodzinie: „o chacie wśród stepu i czternaściorgu ludziach, którzy mieszkali w maleńkich czterech izdebkach i nigdy dosyć do jedzenia nie mieli”. Mary najbardziej lubiła słuchać o mamie Marty i jej bracie Dicku. Dick był bardzo pomysłowym chłopcem, troszczył się o zwierzęta, a słabe i bezbronne zabierał w razie niebezpieczeństwa do swojego domu. Dziewczynce imponowało zachowanie chłopca.
Kiedy Marta skończyła opowiadać, zaproponowała panience poczytanie jakiejś książki. O pozwolenie pójścia do biblioteki Mary miała zapytać panią Medlock. Ale dziewczynka tego nie uczyniła. W końcu i tak nikt się o nią tutaj nie troszczył, z wyjątkiem Marty, która była służącą. Pani Medlock nie interesowała się bowiem jej sprawami.
Mary rozpoczęła więc samotną wędrówkę po korytarzach i pustych pokojach domu pana Cravena w celu poszukiwania biblioteki. Po drodze mijała wiszące na ścianach obrazy i portrety jakichś osób, meble, kominki, stare makaty i gobeliny. Przy tym, co ją interesowało, przystawała na dłuższą chwilę i przyglądała się. Idąc, nie spotkała nikogo. Tylko w jednym z pokoi natknęła się na małą, wystraszoną i skuloną w kącie za sofą myszkę. Podczas dalszej wędrówki Mary usłyszała dziwny płacz, a następnie wrzask dziecka. Podążyła w tamtym kierunku, ale na jej drodze stanęła nagle rozgniewana pani Medlock z pękiem kluczy w ręku. Ochmistrzyni poleciła dziewczynce natychmiast wrócić do jej pokoju i zapomnieć o jakichkolwiek odgłosach wydobywających się z głębi korytarza. Mary posłusznie wróciła do pokoju.

Po dwóch dniach deszcz przestał padać, a kiedy Mary się obudziła, ujrzała przez okno przepiękne szafirowe niebo rozpościerające się nad stepem. Jeszcze nigdy, nawet w Indiach, gdzie mieszkała dotychczas, nie widziała czegoś podobnego. Przywołała do siebie Martę i podzieliła się z nią wrażeniami. Marta odrzekła jej, że niedługo nadejdzie wiosna i przyroda zacznie budzić się do życia. Wtedy Yorkshire stanie się najpiękniejszym miejscem na świecie. Mary bardzo chciała odwiedzić dom swojej służącej, poznać jej mamę i Dicka. Marta obiecała, że porozmawia z matką na ten temat. Zaraz po śniadaniu pobiegła do swojego domu i Mary została sama.
Dziewczynka zaczęła się nudzić, więc poszła do ogrodu warzywnego, by odwiedzić ogrodnika. Także on był w dobrym humorze, powiedział jej nawet, że wiosna nadchodzi wielkimi krokami i ziemia powoli przygotowuje się do przyjęcia ziarna. Po chwili nadleciał gil, który zbliżył się bez obaw do dziewczynki i zaczął śpiewać. Mary była bardzo zdumiona śmiałym zachowaniem ptaszka, zaczęła go coraz bardziej lubić, czuła się przy nim szczęśliwa. Naśladując trel gila, zaczęła posuwać się w głąb ogrodu. Ptaszek podążał za nią. Mary zobaczyła nagle wykopaną przez psa dziurę w ziemi, a w niej... klucz do zamkniętego ogrodu.
Mary wzięła klucz do ręki, obejrzała go i włożyła do kieszeni fartuszka. Nazajutrz ze swojego domu rodzinnego przybyła Marta, jak zwykle miała dziewczynce wiele do powiedzenia. I znów zaczęła opowiadać o swojej rodzinie, o mamie, która bardzo się ucieszyła z powodu wizyty córki, o Dicku i jego wielkim zainteresowaniu panienką, o porannym spacerze po wrzosowiskach. Marta pochwaliła się również przed rodziną, że Mary pochodzi z Indii, a usługiwali jej Murzyni. Rodzeństwo było zachwycone.
Kiedy Marta skończyła swoją opowieść, wyszła z pokoju. Wróciła po chwili i wręczyła Mary prezent. Była to skakanka, kupiona przez matkę Marty u kupca za ostatnie dwa pensy. Mary nigdy nie widziała skakanki, toteż służąca musiała pokazać jej, do czego służy ten przedmiot. Mary bardzo spodobała się zabawa ze skakanką, podziękowała Marcie i wyszła na zewnątrz, by trochę poskakać. Skacząc tak, dotarła do ogrodu warzywnego, w którym pracował ogrodnik Ben, chwilę z nim porozmawiała, a następnie podążyła dalej. Dołączył do niej mały gil. Oboje, ptaszek i dziewczynka, podążali naprzód. Posuwali się tak długo, aż dotarli do otoczonego bluszczem muru. Gil siadł na murze i rozpoczął przepiękny trel. Mary zaczęła słuchać, jeszcze nigdy nie czuła się tak uszczęśliwiona. Następnie podeszła bliżej do ptaszka. Nagle zerwał się lekki wietrzyk, który odgarnął nieco liście z muru. Oczom dziewczynki ukazała się klamka do drzwi. Mary wyjęła z kieszeni klucz, obejrzała się za siebie, czy ktoś nie nadchodzi, włożyła klucz do otworu, przekręciła i drzwi się otworzyły. Dziewczynka weszła do środka. W ten sposób znalazła się w tajemniczym ogrodzie.

Mary ujrzała najpiękniejszy ogród, jaki kiedykolwiek mógł istnieć na świecie. Był on bardzo zaniedbany, gdyż nikt od dziesięciu lat do niego nie przychodził, a także nieco opustoszały ze względu na trwającą jeszcze porę zimową. Wyobraziła sobie jednak, jak cudownie wyglądałby na wiosnę, pełno tu bowiem było różnego rodzaju krzewów różanych. Dziewczynka przez chwilę wsłuchiwała się w panującą dokoła ciszę, pospacerowała trochę, a następnie podjęła decyzję, że będzie do ogrodu przychodzić codziennie, postara się powyrywać trawę, chwasty, posadzić kolorowe kwiaty, by przywrócić to miejsce do stanu sprzed dziesięciu lat. Pragnienia Mary odczytał również mały gil, który radośnie latał tu i ówdzie, nie opuszczając jej ani na chwilę. Dziewczynka od razu zabrała się do pracy. Kopała, plewiła chwasty i odsłaniała miejsca przy roślinkach. W ten sposób znalazła cebulkę jakiegoś kwiatu.
tags: #napisz #zaproszenie #do #archibalda #cravena #by

Znaczenie prezentów – czy naprawdę podarunki są takie ważne?
W obecnych czasach, gdy dostęp do wszystkiego jeszcze nigdy nie był taki prosty, a sklepowe półki uginają się od przeróżnych przedmiotów, ciężko jest znaleźć coś, co nada się na prezent i uszczęśliwi drugą osobę. Wiele rzeczy obdarowany może po prostu kupić sobie sam, tak więc kupowanie komuś dziesiątego krawata, czy nowej patelni, zdaje się powoli tracić sens. Znaczenie podarunków ewoluowało i dzisiaj obdarowany oczekuje raczej rzeczy, która go zaskoczy i będzie absolutnie wyjątkowa. Może niech to będzie coś, na co nigdy by nie wpadł i nie domyśliłby się, że dostanie właśnie to?! Pozytywne zaskoczenie, radość, wdzięczność i wzruszenie, to emocje które idealnie określają to, jaki powinien być prezent idealny, na miarę XXI wieku.
Copyright ©2021 | niebanalne-prezenty.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.