Rokrocznie wpatrujemy się w sposób szczególny w ten obraz, jakże doskonale znany każdemu Polakowi. Nawet jeśli zmieniają się „sukienki” na obrazie, Ona sama pozostaje zawsze taka sama - pełna miłości do Narodu, do tego ludu, któremu nigdy nie odjęła łaski.
Możemy i chcemy wspominać rolę Matki, która stała się Jasną Bronią Częstochowy, zwłaszcza w czasie szwedzkiego potopu. Możemy i chcemy rozmyślać nad tym, jakim zwornikiem była dla Narodu pozbawionego państwa w czasie rozbiorów. Możemy i powinniśmy również pamiętać o Jej roli w najnowszej naszej historii.
Nie sposób zapomnieć dnia 26 sierpnia 1956 roku i jasnogórskich ślubów Narodu. Nie sposób zapomnieć i tego dnia, gdy po raz pierwszy papież mógł stanąć w tym miejscu i niejako dopełnić wielkiego pragnienia papieża Pawła VI. Chciał on być na Jasnej Górze na 1000-lecie Chrztu Polski, jednak ówcześni władcy Polski uznali papieża za persona non grata i odmówili wizy wjazdowej do Polski.
Róża ofiarowana przez św. Jana Pawła II była tą właśnie, którą przygotował i zamierzał ofiarować 13 lat wcześniej Paweł VI. Morze ludzkich głów otaczało Jasną Górę 4 czerwca 1979 roku. To było niejako uprzedzenie o 10 lat tego, co miało nadejść, a właściwie - co zawsze tu było: wolność!

Pozwolę sobie na osobiste wspomnienie. Kilka lat z rzędu pielgrzymowałem z maturzystami na Jasną Górę. Było to całonocne czuwanie, podczas którego obok katechezy, śpiewów i Eucharystii sprawowany był sakrament pokuty. Budowała mnie postawa owych maturzystów, ich przejęcie i szczerość w przystępowaniu do tego sakramentu - bo chcieli wreszcie poczuć się wolni od swoich grzechów, zła i głupot, których już dopuścili się w swoim życiu. Wrócili odmienieni. Oczywiście, zapewne nie każdy, ale znakomita większość z nich przeżywała tam swoje głębokie spotkanie z Matką i Synem.
Jednak wolność to nie wszystko. Boleśnie doświadczamy tego niemal na co dzień. Czego nam jeszcze potrzeba? Tego, o czym mówi nam pierwsze czytanie - mądrości! Bożej mądrości.
Od dawna ten fragment Księgi Przysłów Kościół odnosi do Maryi. Czym jest mądrość, tak po ludzku? To nie tylko zdobyte wykształcenie, bo można mieć naukowe tytuły, a wcale nie być mądrym. Widzimy wielu takich perorujących w rozmaitych programach telewizyjnych czy radiowych. Tak naprawdę ukazują oni brak mądrości, by nie powiedzieć dosadniej - głupotę. Bo odcinanie się od własnych korzeni, odchodzenie od naszych narodowych symboli, czasem skrywany wstyd, że jest się Polakiem, świadczy właśnie o braku mądrości.
O wiele mądrzejsza od nich jest prosta kobieta czy chłop, który wie, że nie od nich zależy to, czy jutro nadejdzie, czy pogoda będzie sprzyjająca, czy na polach urośnie chleb. W tym świętym dla Polaków miejscu uczyliśmy się Bożej mądrości.

Wspominam sobie Apel Jasnogórski z roku 1983. Stałem w tłumie ludzi, a papież prowadził rozważanie skierowane do młodzieży. To wtedy padły słowa: „musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Wymaganie od siebie domaga się nie tylko wolności, ale też mądrości, by wybierać dobrze, mądrze, ku rozwojowi, a nie ku zagładzie.
W tym samym apelu Jan Paweł II mówił o poczuciu odpowiedzialności za to wielkie, wspólne dziedzictwo, któremu na imię Polska. To imię nas wszystkich określa. To imię nas wszystkich zobowiązuje.
Czy ma jeszcze rację Lech!oń dziś? Czy w nowoczesnych, pięknie urządzonych mieszkaniach jest miejsce na Jej obraz? Czy jest miejsce dla Niej wśród tych, co na emigracji szukają lepszego bytu? Czy faktycznie Polacy wciąż zdążają tam, by przykładać ucho i słuchać, jak bije serce narodu przy sercu Matki? Pielgrzymki są znakiem i dowodem, że nie zaginęła miłość do Matki.
Wsłuchujemy się w słowa Księgi Mądrości: „teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą”. Ewangelista zaznacza dziś: „W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa”. Zauważmy - Matka tam była! Ona chce być i tu, w Polsce, na Jasnej Górze.
Maryja jako Stolica Mądrości pragnie spoglądać z tego miejsca, z duchowej stolicy Polski, na cały nasz Kraj. Chce go widzieć mądrze rządzonym, sprawiedliwym, gdzie wskazania Ewangelii nie są wołaniem na pustyni. Ona tu jest - gotowa wciąż do wstawiania się, gdy nam brak mądrości, wolności, sumienia, chleba, solidarności społecznej.

Dzisiejsza Ewangelia wprowadza nas na pustynię. Czytamy: „Jezus (…) oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy dowiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych” (Mt 14,13-14).
Miejsce pustynne to miejsce bez życia. Próżno szukać na Saharze życia. Owszem, jakieś ślady znajdziemy, jakieś małe roślinki, znajdziemy oazy, ale generalnie pustynia kojarzy się nam z miejscem bez życia, miejscem trudu i umęczenia. Jak ogromnie ci ludzie musieli ryzykować ze swoimi chorymi, skoro uciekają za Jezusem na miejsce pustynne. I to nie były tylko przypadkowi ludzie, ale tych ludzi były tłumy.
Nikt z nas sobie nie wyobraża, żeby nagle jakaś wioska albo osiedle miejskie z tysiącem mieszkańców opuściło swoje miejsce i poszło na pustynię, na dodatek zabierając ze sobą chorych. Nie wiemy na co, ale po ludzku, jak dochodzi do transportu chorych np. ze szpitali, to podróżuje się karetką, a zdarza się, że helikopterem bądź samolotem. Nie każdy jednak jest w stanie podjąć ryzyko, żeby transportować chorych. Ci ludzie podjęli takie ryzyko.
Odkryli w Jezusie to, o czym mówi nam dalsza część Ewangelii: „Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci” (Mt 14,19-21).
Odkryli w Jezusie Pasterza, który troszczy się zarówno o sprawy duchowe, jak i o sprawy materialne. Czasami dopada nas myślenie, że nie ma sensu Jezusowi prosić o dobrą pracę, o rozwiązanie problemów finansowych, o znalezienie odpowiedniej działki czy mieszkania, czy oddawać Jezusowi sprawy kredytu, bo przecież Jezus zajmuje się sprawami duchowymi, moją walką z grzechem albo chorobami człowieka, sprawami beznadziejnymi, ale gdzie się będzie zajmował moją pustą lodówką, stresem o zapłacenie czynszu, raty kredytu czy czesnego.
Gdzie można to odkryć? Dzisiejsze rozmnożenie chleba to zapowiedź Eucharystii. Jest miesiąc sierpień, miesiąc wakacji, jesteśmy na urlopach, doskwiera nam ciepło. Jesteśmy rozleniwieni, myślimy o cieniu, o kocyku na łące, wodzie w basenie albo mieszkaniu z klimatyzacją, żeby trochę ochłonąć. Ale Jezus zaprasza nas, żeby szukać rozwiązania w Eucharystii, żeby nie omijać Jej.
Gdy bowiem nie wiesz dokąd iść, gdy nie masz co ze sobą zrobić, albo jesteś w kropce czy beznadziejnej sytuacji, nosisz w sobie codzienne problemy i dylematy, warto przyjść na Eucharystię. Jezus jest w stanie tutaj rozwiązać każdy brak i zaspokoić każdy głód, jest w stanie pokazać właściwą drogę, którą trzeba pójść.
Zobaczmy, że dzisiaj Jezusowa obfitość rodzi się z braku. Jezus spogląda w niebo, zwraca się do Ojca w modlitwie błogosławieństwa i dziękczynienia. Z wdzięczności wobec braku, głodu, dysproporcji, dochodzi do źródła dobra. Otwiera w ten sposób Bożą hojność. Może warto wypróbować tę drogę, sprawdzoną przez Jezusa, aniżeli frustrować się swoimi brakami, porażkami czy ciągłym narzekaniem na swoją sytuację?
Drodzy kochani, dzisiejszego dnia, gdy obchodzimy uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, liturgia słowa obwieszcza nam wspaniałą wieść: „Nie jesteśmy już niewolnikami, ale synami, a jeśli synami, to i dziedzicami z woli Bożej”. Na te słowa czekały całe pokolenia ludu wybranego, oczekując nadejścia pełni czasów. Na słowa zwiastujące wolność czekały również pokolenia naszych rodaków rozsianych niejednokrotnie po świecie, których oprócz świętej sprawy narodowej łączył kult i cześć dla Tej, co Jasnej broni Góry i w Ostrej świeci bramie…
Aby móc obwieścić słowa zwiastujące wolność, modlił się, cierpiał i czekał nasz Wielki Rodak Jan Paweł II. Jeszcze nie tak dawno wielu z pośród nas, słysząc słowa Pisma: „A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz Synem”, pogrążało się choć na chwilę w zadumie i modlitewnej ciszy, by westchnąć do Boga za utęsknioną wolnością. I oto minęło kilka lat i byliśmy świadkami, jak zwycięstwo przyszło przez Maryję. Jej wizerunek stał się w gorących sierpniowych dniach tarczą mającą ustrzec przed atakami zorganizowanego zła, tych, co odważyli się wołać o chleb i wolność.
Potem byliśmy świadkami, jak wielu polityków i przywódców przybywało do Jej stóp, by bardziej lub mniej szczerze oddać hołd Tej, która bez strzału pokonała uzbrojony po zęby system. Minęło kilka lat. Dziś już nikt nie rozlicza nas za to, że chodzimy do kościoła, z naszych świątyń i pielgrzymek zniknęli płatni donosiciele pozostający na usługach chorych ideologii, Ewangelię Chrystusową głosi się w szpitalach, szkołach, wojsku, a nawet i więzieniach, a zrządzeniem Bożej Opatrzności my, ludzie wierzący, mamy nawet swoje Radio noszące Imię tej, co zetrze głowę węża.
Tyle, że drodzy kochani, te słowa o wolności i Bożym Synostwie brzmią dziś mimo to jakoś dziwnie. Oto nie tylko nie słychać dziś radości z tej wspaniałej nowiny, ale słyszy się i widzi coraz częściej coś zupełnie przeciwnego. Widzimy i słyszymy rzeczy, które trudno zrozumieć, jesteśmy świadkami wydarzeń, które dziwią i niejednokrotnie przerażają. Dziś świat już dłużej nie ogląda Polski rozmodlonej, Polski oddanej swojej Pani i Królowej z Jasnej Góry, ale coraz częściej widzi Polskę oddalającą się od Boga, uganiającą się za obcymi bożkami, które doprowadziły całą zachodnią cywilizację do moralnego kryzysu i załamania.
Trzeba więc na nowo odkryć słowa dzisiejszej Ewangelii, w której Maryja powtarza słowa: „Uczyńcie, co wam mówi Syn…”. Mimo upływu dwu tysięcy lat, słowa te nie zatraciły swojego znaczenia. By być dzieckiem Maryi, trzeba pełnić wolę Syna. Trzeba być chrześcijaninem, katolikiem nie tylko z nazwy, ale trzeba przemieniać swoje serce.
„Dziś, gdy wokół nas niepokój, gdzie się człowiek schronić ma?” Dlatego też, Matko, dzisiejszego święta, pragnę prosić Cię za tymi, którzy nie wierzą, choć chodzą do kościoła. Proszę Cię za rodziców, którym nie starcza czasu dla swoich dzieci, gdy mają go w nadmiarze na wszystko inne. Za polityków, których wiara zależy od poparcia w wyborach. Za tzw. ale chcę Cię Matuchno prosić także za tymi, którzy uwierzyli, usłyszawszy Twe wezwanie „zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie…”
Proszę Cię, Matko, byś nas nie opuszczała, choć my czasami opuszczamy Ciebie. Ucz nas, że nowoczesność i Europa to nie swawola, gwałt i rozpusta, ale że Stary Kontynent to Twoja szczególna własność. Od Fatimy, przez Lourdes, La Salette, Jasną Górę po Ostrą Bramę… Ucz nas, Matko, jak Twej korony uwitej z gwiazd dwunastu nie oddać ludziom złym o brudnych, zatwardziałych sercach. By nie brakło dziesięciu sprawiedliwych, powstrzymujących swymi modlitwami karzącą rękę Twego Syna. Niech błaganie z Twoich sanktuariów rozsianych w Europie i na świecie wyjednają nam łaskę nawrócenia, byśmy już więcej nie mówili, że wszyscy kradną, że wszyscy kłamią, że wszyscy cudzołożą. Jasnogórskiej starali się przemieniać nasze życie, „wypełniając wolę Syna”.

Tegoroczna uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej jest dniem centralnych obchodów 300-lecia koronacji cudownego obrazu Matki Bożej z Jasnej Góry. Kończą one cały jubileuszowy rok, bardzo bogaty w wydarzenia związane z tym aktem. Wśród wielu inicjatyw, mających na celu jeszcze głębsze wejście w relację z Matką Bożą i przemianę własnego życia, była tzw. Żywa Korona Maryi.
Włóż w kopertę i prześlij na Jasną Górę swoje zdjęcie. To my tworzymy Żywą Koronę Maryi - nasze oblicza, a w nich całe nasze życie i nasza historia wypisana na twarzach. Do takiego gestu zachęcali ojcowie paulini.
Możemy w tym znaleźć ważną podpowiedź dla nas. Może w naszym zabieganiu o sprawy codzienne zapominamy, że mamy Matkę w niebie, która pragnie nas widzieć. Przyzwyczaili się Polacy wszystkie niezliczone sprawy swojego życia, różne jego momenty ważne, rozstrzygające, chwile odpowiedzialne, jak wybór drogi życiowej czy powołania, jak narodziny dziecka, jak matura, czyli egzamin dojrzałości, jak tyle innych... wiązać z tym miejscem, z tym sanktuarium. Przyzwyczaili się ze wszystkim przychodzić na Jasną Górę, aby mówić o wszystkim swojej Matce - Tej, która tutaj nie tylko ma swój Obraz, swój Wizerunek, jeden z najbardziej znanych i najbardziej czczonych na całym świecie - ale która tutaj w jakiś szczególny sposób jest. Jest obecna.
Jest obecna w tajemnicy Chrystusa i Kościoła - uczy Sobór. Jest obecna dla każdego i dla wszystkich, którzy do Niej pielgrzymują... choćby tylko duszą i sercem, choćby tylko ostatnim tchnieniem życia, jeśli inaczej nie mogą.
„Ofiaruj Maryi swoje serce. Napisz, jaki duchowy dar pragniesz złożyć Matce Bożej. Niech będzie on świadectwem pragnienia przemiany życia. Ofiaruj Maryi coś najpiękniejszego - może będzie to spowiedź po wielu latach, może to być pojednanie z kimś, z kim jesteś w długim konflikcie, może postanowienie porzucenia alkoholu, narkotyków, pornografii… a może to coś, co codziennie będzie Cię motywować do nawrócenia, przygotuje Cię do życiowej zmiany - np. ”. To drugi bardzo ważny element prezentu dla Maryi. Matka Boża czeka na przemianę naszego życia.
Przypomina o tym 100-lecie objawień w Fatimie. Tam Maryja ukazuje się nam jako ogromnie zatroskana o nasz wieczny los, który przez grzechy może być wiecznym potępieniem. Ani Matka Boża, a tym samym Pan Bóg tego nie chcą. Dlatego tyle starań ze strony Pana Boga, aby nas do siebie przekonać.
W odpowiedzi na Twój duchowy dar, prześlemy Ci wizerunek Matki Bożej Jasnogórskiej, jako znak, że jesteś Diamentem w Żywej Koronie Maryi. W ten sposób wprowadź na nowo Maryję do swojego domu, rodziny, życia. Złóż w Jej dłonie swoje sprawy i życie.
Jezus z krzyża podarował nam swoją Matkę. Przykład dał nam umiłowany uczeń Jezusa, który wziął Ją do siebie. I my mamy uczynić to samo. Maryja jako Matka najlepiej czuje się w domu, pośród swoich dzieci. Ona chce nas prowadzić do Jezusa. Tak jak na obrazie pokazuje na Niego, mówiąc niejako: ON jest najważniejszy, uczyńcie wszystko, co wam mówi. Niech Matka Boża zakróluje na nowo w naszych sercach, a nasze dobre chrześcijańskie życie będzie najpiękniejszą perłą w Jej koronie.
Z ufnością zanieśmy do Boga nasze wspólne prośby:
Boże, Ty nieustannie obdarzasz nas dobrami. Pokornie Cię prosimy za przyczyną Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej, abyś wysłuchał naszych modlitw, które z głębi serca zanosimy. Przez Chrystusa Pana Naszego. Amen.
tags: #uroczystosc #matki #bozej #czestochowskiej #czytania #mateusz

Znaczenie prezentów – czy naprawdę podarunki są takie ważne?
W obecnych czasach, gdy dostęp do wszystkiego jeszcze nigdy nie był taki prosty, a sklepowe półki uginają się od przeróżnych przedmiotów, ciężko jest znaleźć coś, co nada się na prezent i uszczęśliwi drugą osobę. Wiele rzeczy obdarowany może po prostu kupić sobie sam, tak więc kupowanie komuś dziesiątego krawata, czy nowej patelni, zdaje się powoli tracić sens. Znaczenie podarunków ewoluowało i dzisiaj obdarowany oczekuje raczej rzeczy, która go zaskoczy i będzie absolutnie wyjątkowa. Może niech to będzie coś, na co nigdy by nie wpadł i nie domyśliłby się, że dostanie właśnie to?! Pozytywne zaskoczenie, radość, wdzięczność i wzruszenie, to emocje które idealnie określają to, jaki powinien być prezent idealny, na miarę XXI wieku.
Copyright ©2021 | niebanalne-prezenty.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.