Historie miłosne, które przypominają baśnie, zawsze fascynują. Wiele z nich zaczyna się od prostych dziewczyn, które dzięki niezwykłej sile uczucia i odrobinie szczęścia trafiają u boku książąt, stając się prawdziwymi księżniczkami. Przyjrzyjmy się kilku takim niezwykłym związkom.
Brylanty, suknia z Dubaju, szampan i fajerwerki - tak wyglądał ślub Izy Janachowskiej (28 l.) i Krzysztofa Jabłońskiego (55 l.). W sobotę spełniło się wielkie marzenie tancerki. Została żoną milionera. Z Kopciuszka zmieniła się w prawdziwą księżniczkę. Jej mąż jest bowiem nazywany księciem zniczy i świec. To historia jak z bajki. Prosta, ale niezwykle ambitna dziewczyna ze Szczecina, której życiem był taniec, stała się bogata niczym księżniczka. Kiedy zaczynała udział w "Tańcu z gwiazdami", nigdy nawet o tym nie marzyła. A jednak. Kiedy poznała milionera Krzysztofa Jabłońskiego, od razu między tą dwójką zaiskrzyło. Ukoronowaniem tej wielkiej miłości był ślub w Iławie. Pod kościół Iza podjechała luksusowym rolls-royce'em. Wyglądała olśniewająco, w kreacji sprowadzonej z Dubaju. Projekt Lazaro, w kolorze szampana. Dopasowany gorset wysadzany kryształami Swarovskiego i ogromna wielowarstwowa spódnica z tiulu. Do tego jeszcze dwie kreacje - na wesele i poprawiny. Koszt - ponad 50 tys. zł! Ale to nic w porównaniu z kosztami wesela, które wyniosły aż 300 tys. zł. Huczne weselisko odbyło się w Grand Hotelu Tiffi. Wszystkie pokoje są tam luksusowo wyposażone. Dodatkowo goście mogli skorzystać ze spa, sauny, a nawet zacumowanych przy brzegu jeziora jachtów. W kwestiach kulinarnych tancerka poprosiła o pomoc samą Magdę Gessler. Znana restauratorka przygotowała pięciopiętrowy tort i kolorowe ciasta oraz desery.

Historia związku 28-letniego Wilhelma Mountbatten-Windsora (bo właśnie tak książę William się nazywa) i jego rówieśniczki Catherine Middleton to gotowy scenariusz na hollywoodzki hit. Mamy tu wszystko: magiczny początek, dramatyczne zwroty akcji i szczęśliwy happy end. Jest też dwójka idealnych bohaterów: przystojny książę, idol milionów kobiet na świecie, oraz Kopciuszek, który ma szansę zostać kiedyś królową. I aż dziw bierze, że historia ta nie dzieje się „dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma lasami”, tylko w naszych czasach...
Rok 2003. Charytatywny pokaz mody na elitarnym uniwersytecie St. Andrews, do którego przyjmowane są jedynie dzieci arystokratów oraz tych przedstawicieli brytyjskiej klasy średniej, których stać na wydanie kilku tysięcy funtów za semestr nauki. On - książę Walii, wnuk Elżbiety II i syn legendarnej Lady Di - zasiada w pierwszym rzędzie. Ona - ideał kobiecości, córka właścicieli doskonale prosperującej firmy zajmującej się internetową sprzedażą zestawów na przyjęcia ślubne - pojawia się na wybiegu w koronkowej, czarnej bieliźnie. Ich wzrok spotyka się, wymieniają uśmiechy. W połowie pokazu książę opuszcza swoje miejsce, aby za kulisami poszukać Kate i zaproponować jej randkę. Dziewczyna, która od siódmego roku życia wyklejała ściany swojego pokoju plakatami Williama, nie waha się przyjąć zaproszenia. Po miesiącu wszyscy w St. Andrews wiedzą już, że książę ma nową sympatię. Młodzi starają się jednak zachować dyskrecję i przez kilka miesięcy udaje im się zwodzić paparazzich i... policyjną ochronę.
W tym samym czasie cała Anglia szuka Williamowi narzeczonej, a w telewizji powstaje reality show „A Wife For William”. Przez kilka tygodni 25 dziewczyn z najlepszych rodzin walczy o tytuł idealnej kandydatki na przyszłą królową. Walkę wygrywa 18-letnia Holly Branson, córka szefa koncernu Virgin. William umawia się z nią nawet na randkę, wybierając na miejsce spotkania... las, w którym arystokraci polują na zające, lisy i inne niewinne zwierzątka. Okazuje się to bardzo sprytnym posunięciem, bo kiedy książę zabija króliczka, jego wrażliwa towarzyszka mdleje i na tym kończy się ich znajomość. W tym samym czasie romans Williama i Kate rozwija się w najlepsze.
Rok 2005. W szwajcarskim kurorcie Klosters pojawiają się dwaj książęta Walii - następca brytyjskiego tronu Karol i jego syn William. To, że Karolowi towarzyszy Camilla Parker-Bowles, nie dziwi nikogo, bo od rozwodu księcia z Dianą jest ona jego oficjalną towarzyszką. Sensacją stają się za to zdjęcia prezentujące Williama i jego wybrankę. Pocałunki na stoku, czułe gesty, romantyczne kolacje nie zostawiają wątpliwości, że para postanowiła ujawnić światu swoje uczucie. Prasa szaleje! Gazety z miejsca zaczynają pisać o Middleton jako o „nowej Lady Di”, podkreślając, że Kate - podobnie jak Diana - nie została przygotowana do życia na dworze królewskim, obca jest jej etykieta dworska i że w przeciwieństwie do sztywnych panienek z dobrych domów jest naturalną i żywiołową dziewczyną. Szybko okazuje się jednak, że nowa ulubienica Anglików nie zamierza iść w ślady legendarnej poprzedniczki.
Zamiast dziękować losowi, że udało jej się zdobyć serce przyszłego króla, Kate oświadcza w wywiadach: „To William ma szczęście, że trafił na tak rewelacyjną dziewczynę”. W przeciwieństwie do nieśmiałej Diany doskonale daje sobie radę z prasą i paparazzimi. Gdy następnego dnia po powrocie ze Szwajcarii pod swoim domem zastaje kilkudziesięciu fotoreporterów, Kate wychodzi do nich tylko po to, aby oświadczyć, że na jej polecenie prawnicy właśnie zakończyli rozmowy z wydawcami tabloidów. Uprzedzili ich, że naprzykrzanie się pannie Middleton zakończy się w sądzie. Następnego dnia pod domem Kate pojawia się już tylko mleczarz oraz… 12 ochroniarzy wynajętych dla ukochanej przez Williama.
Rok 2007. Jako pierwszy donosi o tym wiosną magazyn „The Sun”. Wielki nagłówek tej gazety głosi: „William rzucił Kate!”. Anglia jest w szoku, a wiadomość o rozstaniu pary wskakuje na czołówki serwisów prasowych. Wszyscy dociekają przyczyn tak szokującej decyzji, ale rzecznik rodziny królewskiej odmawia podania szczegółów. Ogranicza komentarz do słów: „Związek Williama i Kate przeszedł do historii w przyjacielskiej atmosferze”. Z miejsca więc pojawia się setka teorii. Najpopularniejsza, lansowana przez tabloidy, głosi, że Middleton postawiła księciu warunek: małżeństwo albo rozstanie, a ten wybrał wolność. Poważniejsze gazety zwracają uwagę, że William, zgodnie ze zwyczajami panującymi w rodzinie królewskiej, musi spędzić dwa lata w armii. Oznacza to, że mógłby się widywać z Kate tylko raz w tygodniu. Para miała uznać, że taki związek nie ma sensu i powiedzieć sobie „żegnaj”.
Nie mija jednak rok, kiedy William - bez zgody przełożonych - „pożycza” sobie wojskowy helikopter. Ląduje nim w środku nocy na polu, w samym sercu posiadłości należącej do rodziny Middleton. Kate już tam na niego czeka. Młodzi padają sobie w ramiona. Gdyby był to film, tej scenie na pewno towarzyszyłby miłosny szlagier. Jednak prawdziwe wzruszenia dopiero przed nami!
Rok 2010. We wtorek 16 listopada rzecznik dworu walijskiego potwierdza, że William i Kate są zaręczeni. Następnego dnia nie ma na Wyspach gazety, która nie miałaby tej wiadomości na pierwszej stronie wraz z odpowiednim miłosnym tytułem. Romantyzm romantyzmem, a z zapowiedzianego na przyszły rok ślubu najbardziej cieszy się... brytyjski rząd. W dobie kryzysu nic lepszego nie mogło się Wielkiej Brytanii przytrafić! Spekuluje się, że zaślubiny Williama i Kate mogą przynieść gospodarce miliard (!) dolarów zysku. Sam dochód z produkcji pamiątek ślubnych obliczany jest na kilkadziesiąt milionów. Szacuje się też, że ślub Williama i Kate może ściągnąć do Londynu dwa miliony turystów. Hotelarze i właściciele restauracji już zacierają ręce!
Z ożenku księcia cieszą się też jego krewni, i to wbrew opiniom co bardziej konserwatywnych arystokratów kręcących nosem na ów - ich zdaniem - „mezalians”. Ale rodzina Williama ma powód do radości. Od czasu, kiedy świat pokochał Lady Di, liczba osób (zwłaszcza młodszych!) popierających instytucję monarchii zmniejszyła się dość znacząco. Teraz, dzięki lubianej Kate, sytuacja może się zmienić. A czy tak się stanie? O tym przekonamy się w drugiej części naszego filmu. Bo pierwsza zakończy się napisem „The End” w chwili, gdy na palcu Kate Middleton pojawi się ślubna obrączka, czyli w piątek 29 kwietnia. Z tej okazji brytyjski rząd zafundował wszyskim poddanym Jej Królewskiej Mości aż dwa dodatkowe wolne dni. Świętowanie książęcego ślubu zacznie się już w czwartek.

Każda dziewczynka marzyła kiedyś o byciu księżniczką, ale dla niektórych kobiet ta bajka stała się rzeczywistością. Książę może niekoniecznie przyjechał do nich na białym koniu, ale z pewnością wypatrzył je spośród wielu innych pań i poślubił, nie przejmując się konwenansami. Niektóre z tych związków wzbudziły skandale i kontrowersje, jednak w wielu przypadkach można powiedzieć, że bohaterowie żyli potem długo i szczęśliwie. Oto kilka przykładów kobiet, które ze zwyczajnych dziewczyn zamieniły się w księżniczki.
Przed poznaniem księcia Williama, Kate była "zwykłą" dziewczyną z hrabstwa Berkshire. Ukończyła studia na Uniwersytecie St Andrews, gdzie poznała swojego przyszłego męża. Ich historia miłosna, z kilkoma wzlotami i upadkami, jest znana na całym świecie, a Kate dziś jest znana jako Catherine, księżna Cambridge. Zanim Kate Middleton nią jednak została, jej związek z księciem Williamem był nieustannie na czołówkach gazet. Przerwa w ich związku w 2007 roku była szeroko komentowana. Kate zyskała przydomek "Waity Katie" (czekająca Katie) z powodu długiego okresu, w którym czekała na zaręczyny.

Zanim Sofia Hellqvist została księżniczką Szwecji, była modelką i instruktorką jogi. Poznała księcia Carla Philipa na przyjęciu i para zakochała się w sobie od pierwszego wejrzenia. Ich ślub w 2015 roku był jednym z najważniejszych wydarzeń w Szwecji. Duże kontrowersje w tolerancyjnej skądinąd Szwecji wzbudzała jednak przeszłość Sofii. W jej przypadku zawód modelki oznaczał prezentowanie bielizny, a nawet półnagie zdjęcia w magazynach dla mężczyzn. Przyszła księżniczka była też znana z reality show. Jej zaakceptowanie było dużym wyzwaniem dla rodziny królewskiej i szwedzkiego społeczeństwa.
Charlene Wittstock była olimpijską pływaczką z RPA. Poznała księcia Alberta II z Monako podczas zawodów pływackich w 2000 roku. Para wzięła ślub w 2011 roku, a Charlene stała się księżną Monako, znaną również ze swojej działalności charytatywnej. Tuż przed ceremonią ślubną pary pojawiły się plotki, że Charlene próbowała uciec i wrócić do RPA. Rodzina królewska zaprzeczyła tym plotkom, ale do dziś są one przedmiotem spekulacji.
Mary Donaldson, pochodząca z Australii, pracowała jako dyrektor ds. sprzedaży i marketingu, kiedy poznała duńskiego księcia Fryderyka. Stało się to podczas igrzysk olimpijskich w Sydney w 2000 roku. Ich romans zakończył się bajkowym ślubem w 2004 roku, a Mary została księżną Danii. Po ślubie czekało ją wiele wyzwań. Cała Dania roztrząsała jej dostosowywanie się do surowych zasad protokołu królewskiego i naukę języka duńskiego, co początkowo przychodziło jej z trudem.
Poznali się przy okazji igrzysk olimpijskich w Sydney w 2000 roku. Z racji sportowego wydarzenia starszy syn królowej Małgorzaty II przybył do Australii w towarzystwie księcia Mikołaja z Grecji oraz księżniczki Marty Luizy z Norwegii. Razem z nimi udał się 16 września do modnego, australijskiego klubu Inn Slip. I znanego z niestałości w uczuciach księcia właśnie w tym miejscu dosięgła strzała amora… Beatrice Tarnowski, będąca dobrą znajomą towarzysza księcia, zabrała ze sobą kilka koleżanek. Na imprezę w klubie przybyła między innymi Maria Donaldson - skromna i radosna 28-latka, która od razu wpadła w oko cztery lata starszemu Fryderykowi. Nie chcąc, aby dziewczyna oceniała go przez pryzmat pochodzenia, przedstawił się jako… Fred z Danii. Para bardzo szybko znalazła wspólny język, a resztę nocy spędzili w swoim towarzystwie. Dopiero na następny dzień Maria została uświadomiona przez znajomych, kto dotrzymywał jej towarzystwa przez cały wieczór. Zauroczona następcą tronu Danii postanowiła jednak kontynuować znajomość z przystojnym księciem. Szybko doszli do wniosku, że są dla siebie stworzeni. Wybranka Fryderyka postanowiła przeprowadzić się w 2001 roku do Europy, podejmując początkowo pracę w Paryżu. Już niedługo później mieszkała w Danii i oficjalnie została dziewczyną księcia.

W kuluarach mówiono, że ojciec Fryderyka nie był początkowo zachwycony decyzją syna oraz faktem, że ten planował wziąć ślub z dziewczyną z ludu. Jednak po pierwszym spotkaniu z Marią zmienił swoje nastawienie. Wybrance księcia udało się wkupić w łaski swoich przyszłych teściów. Po aprobacie rodziców księcia para zaczęła pojawiać się razem publicznie. Mieszkańcy Dani byli wprost zachwyceni sympatyczną Marią, ona zaś zaczęła systematycznie uczyć się ich języka. Zaręczyny pary ogłoszono w październiku 2003 roku. Fryderyk uklęknął przed Marią podczas romantycznej wycieczki po Rzymie. „Nie możesz powiedzieć "nie", po prostu powiedz "tak””, usłyszała jego wybranka. Jednak ślub z księciem wymagał niemałych poświęceń… Maria musiała zrzec się australijskiego i brytyjskiego obywatelstwa oraz wstąpić do Kościoła Luterańskiego.
Piękna ceremonia miała miejsce 14 maja 2004 roku. „Kopciuszek z Australii” i następca tronu Danii stanęli razem na ślubnym kobiercu. W suknię panny młodej wszyty został pierścionek jej zmarłej mamy, a w prezencie od teściów otrzymała tiarę. Podczas weselnego przyjęcia książę Fryderyk wygłosił poruszającą przemowę. „Od dzisiaj Maria należy do mnie i ja należę do niej. To zdanie to o wiele więcej niż tylko słowa. To oznacza koniec okresu wolności, prób i błędów, gdzie odpowiedzialnym byłem tylko za siebie. Zdanie ma również drugą stronę, która dopiero się rozpoczyna. Dla mnie oznacza to odpowiedzialność, zaufanie i dzielenie. (...) Kocham ją i będę ją chronić z całego serca. Zrobię co w mojej mocy, aby czuła się pewnie w domu, w swoim nowym kraju”, mówił podczas wystąpienia. Wkrótce potem zakochani wyjechali na miesiąc miodowy do Afryki.
Dziś książęca para mieszka razem z pokaźną gromadką pociech pod Kopenhagą, w pałacu Amalienborg. Książę Fryderyk i księżna Maria zostali rodzicami czwórki dzieci: 17-letniego Chrystiana, 15-letniej Izabeli oraz 11-letnich bliźniąt - Józefiny i Wincentego. Rodzina bardzo ceni sobie czas, który spędza w swoim towarzystwie. Wspólnie jedzą obiady, jeżdżą na zakupy, a do jednych z ich ulubionych aktywności należą wycieczki rowerowe. „Staramy się dać naszym dzieciom normalne dzieciństwo, ale również w tym samym czasie uświadamiamy im, kim są i co znaczą w tradycji i historii”, tłumaczyła Maria w jednym z wywiadów. W tym roku minęło osiemnaście lat od ślubu Fryderyka i Marii. Do dziś uznaje się ich za najlepiej dobraną i kochającą parę na duńskim dworze - oraz bez wątpienia jedną ze szczęśliwszych pośród europejskich royalsów.
Michiko Shōda była pierwszą osobą spoza arystokracji, która poślubiła japońskiego księcia. Przed ślubem z cesarzem Akihito w 1959 roku, była studentką na Uniwersytecie Świętego Serca w Tokio. Ich małżeństwo było historyczne i przełomowe dla japońskiej rodziny cesarskiej. Michiko Shōda, dziś emerytowana cesarzowa Japonii, zmierzyła się z dużą presją i krytyką ze strony tradycyjnej japońskiej arystokracji. Mimo to małżeństwo pary jest bardzo udane.
Zanim Meghan Markle została księżną Sussex, była aktorką znaną głównie z roli w serialu "Suits". Urodziła się w Los Angeles i prowadziła aktywne życie zawodowe oraz charytatywne. Księcia Harry'ego poznała na randce w ciemno zaaranżowanej przez wspólną przyjaciółkę. Ich ślub w 2018 roku przyciągnął uwagę całego świata. Meghan Markle jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii współczesnych monarchii. Aktorka, rozwódka, na dodatek z plebsu: to się nie mogło podobać rodzinie królewskiej. Po ślubie z Harrym para odeszła od pełnienia królewskich obowiązków, co wywołało ogromne poruszenie w mediach na całym świecie. Niemniej jednak Megan wciąż pozostaje księżną Susexu.
Letizia Ortiz była dziennikarką i prezenterką telewizyjną w Hiszpanii, zanim poznała księcia Filipa VI. Pracowała w CNN+ i Televisión Española. Para wzięła ślub w 2004 roku, a Letizia stała się królową Hiszpanii w 2014 roku, kiedy Filip został królem. Tematem plotek przed królewskim ślubem było jej poprzednie małżeństwo i rozwód, a także pochodzenie. Letizia jest córką dziennikarza i pielęgniarki. Mimo to, odkąd jej mąż wstąpił na tron, poddani ją pokochali, nazywając ją "Dona Letizia".
Mette-Marit była samotną matką z Norwegii, zanim poznała księcia Haakona na festiwalu rockowym. Ich miłość przetrwała przeciwności i skandale, a para wzięła ślub w 2001 roku. Mette-Marit jest teraz księżną Norwegii i angażuje się w liczne działania społeczne. Przeszłość księżniczki wzbudzała kontrowersje nie tylko dlatego, że była samotną matką. Okazało się, że jej były partner był powiązany z przestępczym światem narkotyków. Oliwy do ognia dolewał fakt, że Marit zamieszkała z księciem jeszcze przed ślubem.
Máxima pochodzi z Argentyny i pracowała jako bankierka inwestycyjna, zanim poznała księcia Willema-Alexandra z Holandii. Stało się to podczas przyjęcia w Hiszpanii, na które oboje byli zaproszeni. Ich ślub w 2002 roku sprawił, że stała się królową Holandii, znaną ze swojego ciepła i empatii. Jednak na jej szczęściu cieniem położyła się kariera jej ojca. Jorge Zorreguiety był ministrem w rządzie argentyńskiego dyktatora. To wywołało spore kontrowersje przed jej ślubem z Willem-Alexandrem. Holenderski parlament musiał zatwierdzić jej małżeństwo, a jej ojciec nie był obecny na ślubie.
Jetsun Pema z Bhutanu, znana jako "smocza królowa", była studentką międzynarodowych stosunków i psychologii. Poznała króla Jigme Khesara Namgyela Wangchucka, gdy była dzieckiem. Książę odwiedził wtedy jej szkołę, a ona przytuliła się do niego i powiedziała, że wyjdzie za niego za mąż, gdy dorośnie. Proroctwo się spełniło. Para wzięła ślub w 2011 roku, z miłości do żony król wyrzekł się poligamii.

Samotność czy życie w duecie? Czy status związku naprawdę wpływa na nasze szczęście? W obu przypadkach szczęście będzie zależeć od tego, co tak naprawdę robimy. Status cywilny jest mniej istotny. Owszem, badania wskazują, że małżeństwo częściej sprzyja szczęściu, szczególnie u mężczyzn, ale pokazują też, że single - i trochę rzadziej singielki - mogą być równie szczęśliwi, szczególnie gdy cenią wartości postmaterialistyczne i dbają o relacje społeczne.
Większość badań pokazuje, że osoby żyjące w małżeństwie okazują się być szczęśliwsze niż single i osoby kohabitujące. To samo obserwujemy w przypadku zdrowia, zarówno tego fizycznego, jak i psychicznego. To jednak nie oznacza, że jak na swojej liście rzeczy do zrobienia odhaczymy „wziąć ślub”, to dzięki temu automatycznie staniemy się szczęśliwsi. Ślub to w wielu przypadkach koniec wersji demo i początek prawdziwego życia, w którym jest konkretna praca do wykonania. Nie powiem nic odkrywczego: małżeństwo albo mniej formalny związek z drugą osobą w długim okresie nie dadzą nikomu szczęścia, jeżeli nie będą dobre. Liczy się jakość. Konieczna jest praca. Ludzie, którzy oceniają swoje małżeństwo jako złe, okazują się być mniej szczęśliwi niż osoby z wyboru żyjące samotnie.
Co ciekawe, okazuje się, że bycie singlem przynosi tym większą satysfakcję z życia, im silniej dana osoba kładzie nacisk na wartości post-materialistyczne. Chodzi o to, że gdy ktoś skupia się bardziej na wyrażaniu siebie, osobistym spełnieniu i dobrym samopoczuciu niż na gromadzeniu dóbr i sukcesie ekonomicznym, to będąc samemu częściej jest szczęśliwy niż osoby w związkach. Dodatkowo badania wydają się potwierdzać to, co mówił grany przez Clinta Eastwooda Robert Kincaid, singiel z filmu „Bridges of Madison County”. Często zapominamy, że bycie singlem z wyboru nie czyni nikogo odludkiem i antyspołecznym dziwakiem. Na szczęście singli pozytywny wpływ mają częste spotkania z przyjaciółmi, rodziną i współpracownikami. Dobrze wpływa też na nich aktywne uczestnictwo w wydarzeniach takich jak koncerty, festiwale czy zjazdy.
W Stanach przeprowadzono badanie, którym przez okres 10 lat objęto blisko 3,5 tysiąca singli. Ujawniono, że o ile badani okazali się generalnie zadowoleni z tego, jak im się żyje, to wraz z upływem czasu zarówno satysfakcja z bycia samemu, jak i satysfakcja z życia malały. Spadki dotyczyły przede wszystkim osób starszych, wysoko wykształconych, mężczyzn i gorzej oceniających swoje zdrowie. Ponadto badacze zwrócili uwagę, że związek pomiędzy byciem singlem a zadowoleniem z życia jest dwukierunkowy: oznacza to, że zarówno satysfakcja z bycia samemu wpływa na satysfakcję z życia, jak i odwrotnie - satysfakcja z życia wpływa na to, jak bardzo dana osoba jest zadowolona z bycia samemu.
Pisząc o relacji pomiędzy szczęściem a statusem w związku, nie sposób nie przywołać tego, co naukowcy nazywają „hipotezą selekcji”. Sprowadza się ona do stwierdzenia, że pozytywna relacja pomiędzy stanem cywilnym a dobrostanem jest tylko pozorna i bierze się stąd, że osoby, które już są szczęśliwe, częściej i łatwiej tworzą relacje. Działa tu zasada „ze szczęściem mi do twarzy”. Szczęście czyni mnie atrakcyjnym partnerem dla kogoś innego. To ma sens, bo poza osobami, które kierują się szlachetnymi pobudkami typu: „ja sprawię, że on się zmieni” albo „dzięki mnie ona stanie się szczęśliwa, choć dzisiaj obgryza paznokcie”, większość z nas wybiera na partnerów osoby, które już są szczęśliwe (i zdrowe, i bogate, i ciekawe).
tags: #slub #kopciuszka #z #ksieciem

Znaczenie prezentów – czy naprawdę podarunki są takie ważne?
W obecnych czasach, gdy dostęp do wszystkiego jeszcze nigdy nie był taki prosty, a sklepowe półki uginają się od przeróżnych przedmiotów, ciężko jest znaleźć coś, co nada się na prezent i uszczęśliwi drugą osobę. Wiele rzeczy obdarowany może po prostu kupić sobie sam, tak więc kupowanie komuś dziesiątego krawata, czy nowej patelni, zdaje się powoli tracić sens. Znaczenie podarunków ewoluowało i dzisiaj obdarowany oczekuje raczej rzeczy, która go zaskoczy i będzie absolutnie wyjątkowa. Może niech to będzie coś, na co nigdy by nie wpadł i nie domyśliłby się, że dostanie właśnie to?! Pozytywne zaskoczenie, radość, wdzięczność i wzruszenie, to emocje które idealnie określają to, jaki powinien być prezent idealny, na miarę XXI wieku.
Copyright ©2021 | niebanalne-prezenty.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.