Śmierć byłej posłanki Barbary Blidy, która zginęła w kwietniu 2007 roku podczas próby zatrzymania przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), do dziś budzi wiele kontrowersji i pozostawia po sobie szereg nierozwiązanych pytań. Okoliczności zdarzenia od samego początku były niejasne, a doniesienia medialne przedstawiały sprzeczne wersje wydarzeń, co doprowadziło do powstania licznych teorii i spekulacji.
Podczas zabezpieczania miejsca zdarzenia mogło dojść do poważnych błędów. Według doniesień medialnych, istnieją podejrzenia, że ślady mogły zostać usunięte. Na broni, która była w posiadaniu Barbary Blidy, odnaleziono włókna pochodzące ze służbowej kurtki jednego z oficerów ABW. Biegli badający okoliczności śmierci byłej posłanki sugerowali, że mogła ona zginąć w wyniku szamotaniny z funkcjonariuszką ABW Barbarą P., która brała udział w jej zatrzymaniu.
Specjaliści nie wykluczali możliwości samobójstwa, jednak nie byli w stanie jednoznacznie ustalić, w której ręce Blida trzymała broń. Co więcej, na zabezpieczonym rewolwerze nie znaleziono żadnych śladów pochodzących z kieszeni szlafroka Blidy, w którym rzekomo trzymała broń przed śmiercią. Odciski palców znaleziono natomiast na łusce pocisku, który spowodował jej śmierć, jednak nie należały one do Barbary Blidy.
Gazety spekulowały na temat przyczyn śmierci Barbary Blidy, przedstawiając dwie główne wersje wydarzeń:

"Wprost" podawał, że w bębenku pistoletu "Astra" znajdowała się tzw. amunicja nieprzebijalna, używana przez antyterrorystów na pokładach samolotów. Tego typu pociski, zawierające worek ze śrucinami i osłonę, mają za zadanie obezwładnić, a nie zabić, i są stosowane do walki na krótkich dystansach, np. podczas odbijania porwanych samolotów.
Według doniesień "Wprost", nagranie z przeszukania domu byłej minister trwało zaledwie 10 sekund, podczas gdy od wejścia funkcjonariuszy ABW do momentu śmierci Barbary Blidy minęło około 10 minut. Funkcjonariusze ABW nie posiadali informacji o tym, czy Barbara Blida i jej mąż posiadają broń. Jak wynikało z informacji ministra Zbigniewa Wassermana, ABW nie starało się o tę wiedzę, obawiając się przecieku z policji, który mógłby utrudnić zatrzymanie.
Sprawa śmierci Barbary Blidy nabrała silnego wymiaru politycznego. Pojawiały się głosy sugerujące odpowiedzialność polityków ówczesnej IV RP, w tym Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry, za doprowadzenie do tragedii. Podkreślano obowiązek państwa polskiego ochrony obywateli i niedopuszczenia do ich śmierci.
Prokuratura i ABW miały udzielić odpowiedzi na pytanie o przyczyny śmierci, jednak wątpliwości pozostawały. Zbigniew Ziobro miał stawić się przed Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej, a Jarosław Kaczyński również miał być przesłuchiwany w tej sprawie.
Część analiz porównywała wydarzenia związane ze śmiercią Barbary Blidy do zabójstwa prezydenta Johna F. Kennedy'ego w Dallas. Zwracano uwagę na sceptycyzm wobec oficjalnych ustaleń i możliwość istnienia spisku. Działania polskich służb bywały określane jako "ciąg spartaczonych śledztw", nawiązując do określenia "Federal Bungled Investigations" używanego w USA w odniesieniu do Federalnego Biura Śledczego.
Od sześciu lat Polska czekała na ujawnienie winnych śmierci Barbary Blidy. Raport sejmowej komisji Ryszarda Kalisza nie odpowiadał jednoznacznie na pytanie o przyczynę śmierci, ale nie podważał wersji o samobójczej śmierci. Wskazywano na utrudnianie pracy komisji przez prokuraturę i przedłużanie śledztw.
Przewodniczący komisji Ryszard Kalisz wyrażał poważne wątpliwości co do samobójczej śmierci, mówiąc o próbach zastraszania Barbary Blidy i ostrzeżeniach "niedługo po ciebie przyjdą". Zarzucał złamanie Konstytucji RP przez premiera Jarosława Kaczyńskiego i ministra Zbigniewa Ziobrę, którzy mieli stworzyć system eliminowania konkretnych przedstawicieli przy zastosowaniu przepisów prawa karnego.
Od momentu objęcia władzy przez braci Kaczyńskich w 2005 roku, rozpoczęło się tzw. "odzyskiwanie Polski". W tym okresie doszło do przejęcia instytucji medialnych i powołania Centralnego Biura Antykorupcyjnego (CBA). Jarosław Kaczyński, wzmacniając wymiar sprawiedliwości, awansował Zbigniewa Ziobrę na stanowisko "nadministra" nad Policją, ABW i CBA, łamiąc przy tym Konstytucję.
Zmiany te miały charakter rewolucyjny i polegały nie tylko na czystkach w instytucjach, ale również na typowaniu całych grup ludzkich do "odstrzału". Stosowano wzory nazistowskiego prawnika Carla Schmitta, dzieląc społeczeństwo na "swoich" i "wrogów", a także radzieckie metody z czasów Czeka: "prowokować, aresztować, likwidować". Program PiS zakładał z góry winę podejrzanych, czego przykładem były tzw. "areszty wydobywcze".
W ramach "aresztów wydobywczych" poszukiwano wrogów i wyciągano od nich kompromitujące informacje. Podejmowano działania mające na celu uświadomienie podejrzanym, że są pod obserwacją. Aresztowano również osoby, które mogłyby dostarczyć dowodów przeciwko innym.
Barbara Kmiecik, znana jako "śląska Alexis", miała dostarczyć obciążających dowodów na Barbarę Blidę. Przesiedziała kilkanaście miesięcy w "areszcie wydobywczym", a jej córka przebywała w celi na tym samym korytarzu. Mimo licznych przesłuchań Barbary Kmiecik przez agentów ABW, brak protokołów z tych rozmów. Prokurator prowadzący sprawę i minister Janusz Kaczmarek mieli wątpliwości co do wątłego materiału dowodowego.
Zatrzymanie Barbary Blidy zostało później uznane za bezzasadne przez rzecznika praw obywatelskich, Irenę Lipowicz, ponieważ zarzut unikania wymiaru sprawiedliwości okazał się nieaktualny, mimo że postępowanie prokuratorskie dotyczyło sprawy sprzed 10 lat.
Mimo wątpliwości co do podstaw zatrzymania, na najwyższym szczeblu zapadła decyzja o aresztowaniu Barbary Blidy. Inicjatorem miał być Zbigniew Ziobro. W kancelarii premiera Kaczyńskiego odbyło się osiem posiedzeń w sprawie Barbary Blidy, z udziałem kluczowych ministrów i szefów służb specjalnych. Posiedzenia te nie były protokołowane, co budziło wątpliwości co do ich konstytucyjności.
W mediach pojawiały się określenia o istnieniu "zorganizowanej grupy przestępczej na szczytach władzy". W kręgach IV RP panowało przekonanie, że w walce z "układem" wszystko jest dozwolone.

Minister Ziobro wieczorem 25 kwietnia 2007 r. w Sejmie oświadczył, że o sprawie Barbary Blidy "nic nie wiedział". To oświadczenie zostało skontrastowane z historycznymi przykładami, jak Jakub Berman, który również "nic nie wiedział" o zbrodniach stalinowskich.
W przeddzień zatrzymania Barbary Blidy, TVP wyemitowała film Anity Gargas o mafii węglowej. Kamerzysta ABW czekał przed domem, a Zbigniew Ziobro przygotowywał konferencję prasową. Brakowało jedynie nagrania z wyprowadzania aresztowanej.
Funkcjonariuszka ABW Barbara P., określana jako "agentka numer siedem" i "femme fatale IV RP", miała za zadanie "wejść na psychikę" Barbary Blidy. Pojawiły się sugestie, że oficerowie IV RP przechodzili specjalne, kilkudniowe szkolenia, po których otrzymywali stopnie oficerskie.
Nagranie z przeszukania domu Blidów trwało jedynie 10 sekund, podczas gdy od wejścia funkcjonariuszy do momentu śmierci byłej posłanki minęło około 10 minut. W tym czasie, jak sugerowano, mogło dojść do wielu nieprawidłowości.
W domu państwa Blidów miały miejsce zdarzenia, które określano jako "cuda". Wystarczyły cztery minuty, by zniweczyć strategię PiS-owskiej "walki z układem". Barbara Blida miała stać się "twarzą mafii węglowej", która po aresztowaniu miała "zmięknąć" i doprowadzić do ujawnienia powiązań z politykami lewicy.
Wiceminister sprawiedliwości Beata Kempa stwierdziła, że "presji nie wytrzymują tylko przestępcy", co zostało odebrane jako potwierdzenie zaplanowanych działań mających na celu złamanie i zastraszenie Barbary Blidy. Ziobro i Kempa mieli również szkalować dobre imię Barbary Blidy, której zarzuty były słabe.
Zwracano uwagę na niewyjaśniony kąt strzału - praworęczna osoba strzelająca pod lewą pierś, z pociskiem wychodzącym nad prawym pośladkiem. Ten szczegół budził wątpliwości co do wersji samobójstwa.
Z telefonu komórkowego Barbary P. wykonano 50 połączeń telefonicznych, m.in. do salonu masażu, agencji reklamowej i sklepu z obuwiem. Osiem połączeń wykonano do ABW. Wiceszef ABW płk Grzegorz Ocieczek dzwonił 123 razy do 29 osób. Łącznie ponad 30 pracowników ABW przez cztery godziny intensywnie korzystało z telefonów, co uznano za przejaw organizacyjnego "safandulstwa" (niezdarności).
Wielu prokuratorów i funkcjonariuszy ABW zeznawało, że "nie pamiętają" kluczowych wydarzeń z poranka 25 kwietnia 2007 roku. Ten "generalny brak pamięci" budził zdziwienie, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że byli to przedstawiciele polskich służb specjalnych.
Śledztwo było niepotrzebnie przedłużane, a prokuratorzy stosowali metody mające na celu "dupokryjkę", czyli ukrywanie prawdy.
Znaczna część opinii publicznej, w tym osoby znające Barbarę Blidę, nie wierzy w wersję o samobójstwie. Najczęściej o samobójstwie mówili przedstawiciele rządu Jarosława Kaczyńskiego, którzy po jej śmierci starali się zatuszować swoją odpowiedzialność i obarczyć winą przeciwników politycznych.
Pytanie o to, dlaczego ludzie zaangażowani w sprawę tak mało pamiętają, a agentka Barbara P. milczy, pozostaje bez odpowiedzi. Sugerowano, że mogła ona spowodować śmierć Barbary Blidy, a jej niezdarność i brak podstawowych kwalifikacji policyjnych wyszły na jaw.
Manipulacje dokonywane w domu państwa Blidów świadczyły o winie sprawców, w tym najwyższych rangą. "Głupota była wręcz przerażająca, a kwalifikacje »agentki numer siedem« przerażająco niskie". Bezprawie i niezdarność Barbary P. i kierownictwa ABW skompromitowały IV RP.
Przed przesłuchaniem Zbigniewa Ziobry, skazano byłego funkcjonariusza ABW, który kierował akcją zatrzymania Barbary Blidy. Prokuratura domagała się dla niego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata i grzywny, zarzucając mu niedopełnienie obowiązków służbowych.

Według doniesień "Rzeczpospolitej", Henryk Blida, mąż byłej minister, zeznał, że jego żona "groziła, że jeśli po nią przyjdą - w domyśle organy ścigania - zastrzeli się”. Mąż Blidy i funkcjonariuszka ABW mieli zostać poddani badaniu na wykrywaczu kłamstw.
Prokuratura dysponowała dwiema sprzecznymi relacjami: mąż Barbary Blidy utrzymywał, że funkcjonariusze dopuścili się zaniedbań, które umożliwiły jego żonie popełnienie samobójstwa, wskazując, że funkcjonariuszka ABW zostawiła Barbarę Blidę samą w łazience. Funkcjonariuszka twierdziła natomiast, że pilnowała byłą minister przez uchylone drzwi łazienki.
Konfrontacja obu świadków w prokuraturze nie pozwoliła rozstrzygnąć, kto mówi prawdę, dlatego prokuratura zdecydowała się na zastosowanie wariografu.
Barbara Maria Blida, z domu Szwajnoch, urodziła się 3 grudnia 1949 roku w Siemianowicach Śląskich. Ukończyła studia na Wydziale Inżynierii Sanitarnej Politechniki Śląskiej. Pracowała w Zakładach Azotowych w Chorzowie, a następnie jako naczelny inżynier w Przedsiębiorstwie Budownictwa Węglowego "Fabud". W 2001 roku objęła stanowisko prezesa J.W. Construction.
Od 1989 do 2005 roku sprawowała mandat posłanki na Sejm X, I, II, III i IV kadencji. W lipcu 2004 roku wystąpiła z klubu parlamentarnego SLD, stając się posłanką niezrzeszoną.
W latach 1993-1996, w gabinetach Waldemara Pawlaka, Józefa Oleksego i Włodzimierza Cimoszewicza, pełniła funkcję ministra gospodarki przestrzennej i budownictwa. W 2005 roku została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W 1989 roku Barbara Blida dostała się do Sejmu z listy PZPR. Po rozwiązaniu partii zaangażowała się w organizację SdRP. Jako minister budownictwa i gospodarki przestrzennej, była autorką projektu ustawy o czynszach, która zakładała eksmisje na bruk, ale także wypłatę zasiłków mieszkaniowych dla najbiedniejszych. Weszła w ostry spór z Leszkiem Millerem w tej sprawie.
W połowie lat 90., w obliczu kryzysu gospodarczego, Blida starała się ratować górnictwo. W 1997 roku, po powodzi stulecia, szybko wybudowała 1500 mieszkań dla powodzian. Była autorką inicjatyw związanych z Towarzystwami Budownictwa Społecznego.
W 2001 roku, w proteście przeciwko braku reprezentacji Śląska w rządzie Leszka Millera, zrezygnowała z udziału we władzach partii. W kolejnych wyborach zabrakło jej trzech tysięcy głosów do zdobycia mandatu w Senacie.
Okoliczności śmierci Barbary Blidy wyjaśniały sejmowa komisja śledcza oraz prokuratura. Pomimo licznych postępowań, nie wszystkie pytania zostały udzielone.
W czerwcu 2024 roku Prokurator Generalny Adam Bodnar powołał zespół doradców do zbadania działań podejmowanych przez prokuraturę w związku ze śmiercią Barbary Blidy, mający opracować tzw. "Białą Księgę". Celem analizy było ustalenie, czy wykonano wszystkie niezbędne czynności do realizacji celów postępowania karnego i czy nie doszło do naruszenia praw obywatelskich.
W lipcu 2024 roku Prokuratura Krajowa opublikowała "Białą Księgę", która usystematyzowała informacje z siedmiu postępowań karnych oraz prac sejmowej komisji śledczej. Wnioski zespołu wskazywały, że sprawa Barbary Blidy była wykorzystywana do celów politycznych, co potwierdzały sposób prowadzenia postępowania, wątpliwy materiał dowodowy i szerokie zainteresowanie ze strony czynników politycznych.
W "Białej Księdze" zauważono, że postępowania wyjaśniające po śmierci posłanki były prowadzone z różnym poziomem wnikliwości. Ocena działań, zwłaszcza w zakresie przedstawienia zarzutów Barbarze Blidzie i politycznego wykorzystania sprawy, nie spotkała się z krytyką prowadzących je prokuratorów.
Podkreślono tendencję do nadmiernego usprawiedliwiania funkcjonariuszy w zakresie wywiązywania się z obowiązków. Choć wykryto pewne nieprawidłowości, nie zawsze spotykały się one z właściwą reakcją.
Henryk Blida zeznał przed sejmową komisją śledczą, że Barbara Blida w ostatnich miesiącach życia podejrzewała, iż jest na podsłuchu. Zaznaczył, że ma pretensje do byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który oskarżał jego żonę z trybuny sejmowej, twierdząc, że jej zatrzymanie było zasadne, mimo braku dowodów przestępstwa.
Henryk Blida chciał, aby komisja ustaliła, czy po śmierci żony podsłuchiwano jego rozmowy z adwokatami. Opisał również sytuację, gdy podczas jazdy samochodem pomyliła kierunek, a za nią podążał inny pojazd, co mogło być formą zastraszenia.
Barbara Blida oceniała zatrzymania polityków jako "śmierć cywilną" osoby publicznej. Henryk Blida wyraził żal do prokuratury łódzkiej za umorzenie sprawy wobec funkcjonariuszki ABW odpowiedzialnej za bezpieczeństwo żony, twierdząc, że gdy padł strzał, ona dopiero biegła do łazienki.
Funkcjonariusze ABW nie pytali o posiadanie broni w domu. Henryk Blida zeznał, że broń znajdowała się w sejfie zamykanym na szyfr, który znali tylko on i jego żona. Nie widział, czy funkcjonariuszka ABW sprawdziła łazienkę przed wejściem Barbary Blidy.
Henryk Blida zeznał, że kondycja psychiczna żony nie wskazywała na to, by mogła targnąć się na swoje życie. Podkreślił, że wcześniej nie była w złym stanie psychicznym i nie oglądała programu o mafii węglowej dzień przed interwencją ABW. Barbara Blida wcześniej mówiła, że nie dałaby się wyprowadzić w kajdankach.
tags: #barbara #blida #szopka #noworoczna

Znaczenie prezentów – czy naprawdę podarunki są takie ważne?
W obecnych czasach, gdy dostęp do wszystkiego jeszcze nigdy nie był taki prosty, a sklepowe półki uginają się od przeróżnych przedmiotów, ciężko jest znaleźć coś, co nada się na prezent i uszczęśliwi drugą osobę. Wiele rzeczy obdarowany może po prostu kupić sobie sam, tak więc kupowanie komuś dziesiątego krawata, czy nowej patelni, zdaje się powoli tracić sens. Znaczenie podarunków ewoluowało i dzisiaj obdarowany oczekuje raczej rzeczy, która go zaskoczy i będzie absolutnie wyjątkowa. Może niech to będzie coś, na co nigdy by nie wpadł i nie domyśliłby się, że dostanie właśnie to?! Pozytywne zaskoczenie, radość, wdzięczność i wzruszenie, to emocje które idealnie określają to, jaki powinien być prezent idealny, na miarę XXI wieku.
Copyright ©2021 | niebanalne-prezenty.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.