Dolny Śląsk ponownie żyje sportem! Już po raz 73. poznamy odpowiedzi na pytania o to, która dyscyplina sportowa dominuje w regionie i kto w minionym roku najbardziej rozpalił emocje kibiców, zapisując się na kartach sportowej historii. Finałową odsłoną Plebiscytu Sportowego „Gazety Wrocławskiej” będzie Dolnośląski Bal Sportu we Wrocławiu.
Uroczysta gala wraz z wręczeniem nagród odbędzie się 27 lutego 2026 roku. Wydarzenie to jest szczególne, ponieważ po 12 latach przerwy powraca w wyjątkowej, balowej formule. To doskonała okazja, by wyciągnąć z szafy swoje najpiękniejsze suknie i wyprasować koszule, przygotowując się na wieczór pełen elegancji, emocji i wielkich sportowych nazwisk.
Zaproszenia trafiają już do gości honorowych, przedstawicieli władz miasta, mediów oraz najważniejszych bohaterów tego wieczoru - sportowców. Dolny Śląsk od lat jest znany jako kuźnia talentów, w której rozwijają się olimpijczycy, siatkarze, lekkoatleci, bokserzy, żużlowcy i przedstawiciele wielu innych dyscyplin. Tego jednego wieczoru zamienią sportowe obuwie na lakierki i szpilki, by wspólnie świętować swoje sukcesy podczas beztroskiej, eleganckiej zabawy.
Wśród dotychczasowych laureatów tytułu Najlepszego Sportowca Dolnego Śląska znaleźli się m.in. Maja Włoszczowska, Natalia Bukowiecka, Aleksander Śliwka, Piotr Małachowski, Paweł Fajdek, Maciej Janowski, Ryszard Szurkowski czy Jerzy Popiel - nazwiska, które na stałe zapisały się w historii polskiego sportu. Wśród trenerów triumfowali między innymi Bożena Karkut, Grzegorz Widanka, Marek Rożej czy Orest Lenczyk.
Pytania o to, kto sięgnie po tytuł Sportowca Roku, kto otrzyma miano Trenera Roku Dolnego Śląska w 2026 roku, a kto okaże się Sportowym Odkryciem, poznamy już 27 lutego podczas Dolnośląskiego Balu Sportowca.

Robert Korzeniowski, wybitny polski sportowiec, dzieli się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami na temat Balu Mistrzów Sportu, który współtworzył przez lata. Jego udział w tego typu wydarzeniach sięga 1997 roku, co czyni go jednym z najbardziej doświadczonych uczestników.
Korzeniowski wspomina swoje doświadczenia z różnych perspektyw: jako sportowiec odbierający nagrody, osoba wręczająca statuetki, a także organizator. Najbardziej wdzięczną rolą, jak sam przyznaje, jest ta sportowa - odbiór nagrody dla Sportowca Roku. Największe wyzwania pojawiały się, gdy musiał improwizować jako wręczający, a scenariusz zmieniał się w ostatniej chwili. Przykładem jest sytuacja, gdy miał wręczyć nagrodę Natalii Kaczmarek, a ostatecznie wręczył ją Hubertowi Hurkaczowi.
Szczególnie trudne momenty zdarzały się, gdy laureat nie mógł pojawić się na gali, co wymagało natychmiastowej reakcji i improwizacji na oczach milionów widzów. Jednym z takich przypadków było wręczenie nagrody Robertowi Kubicy po igrzyskach w Pekinie, gdy ani on, ani nikt z jego otoczenia nie był obecny.
Za moment największej satysfakcji Robert Korzeniowski uważa galę po awansie piłkarskiej reprezentacji na Euro, która odbyła się na początku 2008 roku w Sali Kongresowej. Udało mu się zgromadzić niemal wszystkich bohaterów wybranych przez kibiców do dziesiątki. Szczególnie zapamiętał Leo Beenhakkera, który początkowo był zdystansowany do uroczystości, ale ostatecznie spędził noc na rozmowach przy cygarze z Włodzimierzem Smolarekiem, co stanowiło symboliczny moment.

Korzeniowski podkreśla, że pierwsze Gale Mistrzów Sportu były bardzo konserwatywne. Przełom nastąpił w 2007 roku, kiedy widowisko stało się bardziej oscarowe i teatralne, z rozbudowaną oprawą muzyczną i reżyserską. Wprowadzenie głosowania na żywo było rewolucją, która naturalnie ewoluowała z tradycji, czyniąc wydarzenie bardziej żywym.
Dla Korzeniowskiego Gala zawsze była symboliczną cezurą, zamykającą sezon sportowy. Następnego dnia wracał do treningów, wierząc, że prawdziwego mistrza poznaje się po tym, czy potrafi wrócić do pracy dzień po sukcesie. Najważniejszym momentem Gali był dla niego finał - wszyscy na scenie, opadające emocje, konfetti, muzyka i poczucie wspólnoty. Rywalizacja się kończyła, a zostawała wspólnota, możliwość pogratulowania innym i poczucie bycia po tej samej stronie.
Przed Galą zawsze pojawiało się napięcie związane z plebiscytem - bez wrogości, ale z ogromną niewiadomą. Każdy chciał znaleźć się w dziesiątce, każdy chciał wygrać. Kiedy wynik nie zależał od sportowca, lecz od głosów innych, pojawiały się zupełnie inne emocje. Korzeniowski wspomina rywalizację z Arturem Partyką w 1998 roku, gdy dwóch lekkoatletów, mimo wzajemnego szacunku, odczuwało ogromne napięcie, ponieważ decyzja należała do innych.
Sportowiec zazwyczaj chce walczyć na własnych warunkach, a w przypadku plebiscytu musi czekać na werdykt. Korzeniowski nigdy osobiście się nie zakładał o miejsca w plebiscycie, choć wie, że bywało tak w jego imieniu. Podchodził do tego z dystansem, podobnie jak w sporcie, stosując zasadę, by nie dotykać czyjegoś medalu, dopóki sam go nie zdobędzie.
Porównuje rywalizację w plebiscycie do sytuacji w rodzinie, gdy rywalizują bracia - na koniec wszyscy pozostają przy jednym stole. Uważa to za zdrową rywalizację o uznanie kibiców, życząc sobie, by było jak najwięcej powodów do takiej rywalizacji.

Pierwszy Bal Mistrzów Sportu, który Korzeniowski pamięta, odbył się na początku 1996 roku. Był wówczas brązowym medalistą mistrzostw świata, ale mniej rozpoznawalnym niż Artur Partyka. Nie żałował, że się nie dostał, a raczej myślał, co jeszcze musi zrobić, by tam być - odpowiedź była prosta: wygrać igrzyska. Gale oglądane w młodości bardzo go motywowały; sukcesy innych stanowiły dla niego punkty odniesienia.
Intrygowało go drugie oblicze Balu - kulisy, zabawa do białego rana. Czytał historie i anegdoty w "Przeglądzie Sportowym", co działało na wyobraźnię. Na pierwszym Balu spotkało go zaskoczenie: spodziewał się czegoś bardziej sztywnego i formalnego, a okazało się, że to po prostu dobra zabawa - taniec, rozmowy, luz. Prestiż wydarzenia był tak duży, że trudno było uwierzyć w możliwość tak swobodnej zabawy.
Odkryciem było to, że to nasze spotkanie - sportowców, że jesteśmy u siebie. To była impreza dla sportowców, a nie tylko dla sponsorów, co stanowiło pozytywne zaskoczenie.
Obecnie Robert Korzeniowski częściej stawia na rozmowy, uznając to za jedyną okazję w roku, by spotkać ludzi widzianych raz na 12 miesięcy, podsumować rok i zamknąć jeden rozdział, by otworzyć kolejny. Dziś jest mu łatwiej, ponieważ nie jest już bohaterem gali i nie musi wracać z wywiadów do późnych godzin nocnych.
Zapytany o faworytów plebiscytu, Korzeniowski podkreśla, że kawa nie wyklucza herbaty. Miłość do lekkoatletyki nie przeszkadza w patrzeniu szerzej, oczami kibica, który żyje emocjami. Piłka nożna generuje emocje w skali masowej. Obecnie trzyma kciuki za kajakarkę górską Klaudię Zwolińską, która osiągnęła historyczne wyniki, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę z popularności dyscypliny, co jest realiami plebiscytu.
Sam doświadczył sytuacji, gdy po czwartym złotym medalu olimpijskim nie wygrał plebiscytu, ponieważ publiczność przyzwyczaiła się do jego sukcesów, a wygrała nowa gwiazda - Otylia Jędrzejczak. Uważa to za absolutnie fair.
Choć praktycznie co roku ma postać, przy której myśli, że "według mnie powinien być wyżej", po chwili refleksji stwierdza, że to tylko jego widzenie. Plebiscyt polega na mieszaniu się emocji z oceną, a wyniki nie są ustalane przez algorytm. Gdyby wszystko było wyliczane ekspercko, byłoby nudno. Piękno plebiscytu tkwi w tym, że każdy ma swojego faworyta, który nie zmieścił się w dziesiątce, co wynika z różnej percepcji sportu.
Nie jest to wybór kapituły przy zamkniętych drzwiach, lecz głos kibiców, co sprawia, że plebiscyt jest tak kochany.
Robert Korzeniowski przyznaje, że ma ogromny dylemat w wyborze faworytów tegorocznego plebiscytu. Wskazuje na trzy fantastyczne zawodniczki: Igę Świątek, Aleksandrę Mirosław i Klaudię Zwolińską, które zrobiły coś wyjątkowego. Docenia również sukcesy Bartka Zmarzlika, ale podkreśla, że to kobiety zrobiły w tym roku coś, co wywołuje u niego efekt "wow". Jeszcze nie wypełnił kuponu, wahając się nad ostatecznym wyborem.
W kontekście zbliżającego się Balu, planuje skorzystać z przywileju bycia uczestnikiem i cieszyć się wieczorem jak najdłużej, nawet do jajecznicy, co w przeszłości, jako czynny sportowiec, było niemożliwe ze względu na konieczność powrotu do treningów.
Szczególnie wyczekuje 10 stycznia, który będzie wyjątkowym momentem - Galą w roku stulecia Plebiscytu. Podkreśla, że okrągłe daty mają swoją moc, a zwycięzca plebiscytu stulecia będzie kimś absolutnie wyjątkowym. Cieszy się również z powrotu Gali do teatru, co przywraca teatralność i oscarowy klimat, gwarantując rangę, oprawę i wyjątkowość wydarzenia.
W 2016 roku wystartowała 59. edycja Plebiscytu „Głosu Wielkopolskiego” na Najlepszych Sportowców i Trenera Wielkopolski. Plebiscyt ten, z najdłuższą tradycją ze wszystkich cyklicznych sportowych wydarzeń w regionie, jest powodem do dumy dla redakcji i kibiców.
Rok 2016 obfitował w wiele sukcesów sportowców z Wielkopolski. Najbardziej spektakularne osiągnięcia odniosła Angelique Kerber, mieszkająca w Puszczykowie. Niemka z polskim paszportem wygrała Australian Open i US Open, dotarła do finału Wimbledonu i zdobyła srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro. Mimo że Kerber reprezentuje Niemcy, podkreśla swoje wielkopolskie korzenie, a jej dorobek mógłby być podstawą do przyznania jej tytułu najlepszego sportowca Wielkopolski.
Dziennikarze z regionu jako pierwsi przedstawili swoje dziesiątki najlepszych sportowców. Wielu z nich wskazało na Martę Walczykiewicz (srebrny medal olimpijski w kajakarstwie) i Monikę Michalik (brązowy medal olimpijski w zapasach). Doceniono również Nikol Płosaj, która zdobyła srebrny medal na mistrzostwach Europy w kolarstwie torowym. Ostateczny wynik zależał od głosów kibiców wysyłających kupony publikowane w „Głosie Wielkopolskim”.
W tekście pojawiają się również wzmianki o innych edycjach plebiscytów i gal sportowych:
Wzmianki o wydarzeniach niezwiązanych bezpośrednio z plebiscytami, takich jak Festiwal Legend Rocka w Dolinie Charlotty, otwarcie Bali Indah, koncert Jean-Michela Jarre'a, czy Dziecięce Zawody Rowerkowe "Głosu Pomorza", zostały pominięte jako niepowiązane z głównym tematem.
tags: #59 #plebiscyt #bal #sportowca

Znaczenie prezentów – czy naprawdę podarunki są takie ważne?
W obecnych czasach, gdy dostęp do wszystkiego jeszcze nigdy nie był taki prosty, a sklepowe półki uginają się od przeróżnych przedmiotów, ciężko jest znaleźć coś, co nada się na prezent i uszczęśliwi drugą osobę. Wiele rzeczy obdarowany może po prostu kupić sobie sam, tak więc kupowanie komuś dziesiątego krawata, czy nowej patelni, zdaje się powoli tracić sens. Znaczenie podarunków ewoluowało i dzisiaj obdarowany oczekuje raczej rzeczy, która go zaskoczy i będzie absolutnie wyjątkowa. Może niech to będzie coś, na co nigdy by nie wpadł i nie domyśliłby się, że dostanie właśnie to?! Pozytywne zaskoczenie, radość, wdzięczność i wzruszenie, to emocje które idealnie określają to, jaki powinien być prezent idealny, na miarę XXI wieku.
Copyright ©2021 | niebanalne-prezenty.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone.